Socjolog dr Jarosław Flis uważa, że SLD wystawiło kandydaturę Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich z nadzieją, że lider partii może przyciągnąć więcej wyborców niż inny kandydat.

"Ta decyzja wynikać może z oceny, że nie ma co kombinować z wystawianiem Ryszarda Kalisza czy Marka Siwca; że jeśli w wyborach będzie kandydować lider partii, to jej wyborcy skupią się właśnie wokół niego" - powiedział PAP w czwartek dr Jarosław Flis z UJ.

W jego opinii "nikt jednak nie liczy na zwycięstwo SLD w tych wyborach". "To jest kandydowanie po to, aby nikt o partii nie zapomniał, by nie wypadła ona z obiegu (...). Niezależnie od tego, kto by wystartował, będzie mieć na sobie odium porażki" - ocenił Flis.

W jego opinii, walka kandydata SLD w wyborach prezydenckich "z pewnością nie jest walką o realne zwycięstwo, a jedynie o zwycięstwo relatywne". "To nie jest coś, co mobilizuje, pociąga i skłania do niezwykle wytężonej pracy" - uważa socjolog.

Decyzję o tym, że Napieralski będzie kandydował w wyborach prezydenckich podjął w czwartek zarząd krajowy SLD

"Może być też tak, że to jakaś intryga uprzejmych kolegów Napieralskiego, obliczona na to, że jeśli uzyska on słaby wynik, a nie jest to wykluczone, to będą się oni starali na tej podstawie pozbawić go przywództwa w partii, wytykając mu jego słabość" - powiedział Flis.

"Inna hipoteza jest taka, że Napieralski się przy tej okazji wypromuje, będzie postacią rozpoznawalną - w końcu on także za 20 lat będzie mógł być kandydatem" - ocenił Flis.

Decyzję o tym, że Napieralski będzie kandydował w wyborach prezydenckich podjął w czwartek zarząd krajowy SLD.