Decyzja zapadła - prezydent Lech Kaczyński weźmie udział w rozpoczynającym się w czwartek szczycie Unii Europejskiej - ustalił "Dziennik Gazeta Prawna". Być może wcześniej spotka się z premierem Donaldem Tuskiem, by omówić stanowisko. Podczas obrad ma być mowa o rozdaniu najwyższych unijnych stanowisk.

Choć w zeszłym tygodniu szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak deklarował, że Lech Kaczyński weźmie udział w szczycie, to ogłoszenie tej decyzji odkładano do dziś.

Według osób z otoczenia prezydenta, jego wyjazd zależał od tego, na ile prawdopodobne są decyzje w sprawie najważniejszych funkcji w UE i ich kompetencji. Chodzi o dwa urzędy związane z traktatem lizbońskim: przewodniczącego Rady Europejskiej, tzw. prezydenta Unii oraz wysokiego przedstawiciela do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, czyli tzw. szefa unijnej dyplomacji. Na razie rozstrzygnięcia w tej sprawie są wątpliwe, bo czeski prezydent Vaclav Klaus nadal nie ratyfikował traktatu lizbońskiego.

W zeszłym tygodniu szef UKIE Mikołaj Dowgielewicz pokazał polskie stanowisko w sprawie obu urzędów. Widać z niego, że obie funkcje pełniłyby rolę koordynacyjną, nie ma mowy o dużych uprawnieniach i silnej pozycji. Powody są dwa. Boimy się, że silny unijny prezydent i szef dyplomacji osłabiliby rolę Komisji Europejskiej, a to ona często pełni rolę adwokata nowych państw unijnych. Dlatego nie chcemy na najwyższych unijnych urzędach silnych polityków z dużych krajów Wspólnoty. W tym kontekście w nieoficjalnych rozmowach padają kandydatury Luksemburczyka Jean-Claude’a Junckera czy Carla Bildta, szwedzkiego szefa dyplomacji. Wiadomo, że to kontrpropozycje wobec kandydatury Tony’ego Blaira, który nie ukrywa, że chciałby przewodzić Unii.

Czytaj więcej na dziennik.pl.

Grzegorz Osiecki, Marcin Graczyk