"Chiny, które dokonały olbrzymiego postępu gospodarczego i zmierzają ku zajęciu należnego im miejsca na scenie międzynarodowej, powinny przeprowadzić przegląd mroczniejszych zdarzeń ze swej przeszłości i dokonać publicznego rozliczenia w kwestii zabitych, zatrzymanych, zaginionych" - głosi oświadczenie Clinton.
To, zdaniem amerykańskiej sekretarz stanu, pozwoliłoby wyciągnąć lekcje z przeszłości i miałoby uzdrawiające działanie.
Dwadzieścia lat temu, w nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku, czołgi i wozy pancerne wjechały na centralny plac Pekinu, Plac Bramy Niebiańskiego Spokoju - Tiananmen, gdzie przez siedem tygodni demonstrowały tysiące chińskich studentów, domagających się demokratyzacji systemu.
Do dziś nie wiadomo, jaka była faktyczna liczba ofiar - w końcu czerwca 1989 roku ówczesny mer Pekinu przyznał, że zginęło 200 demonstrantów, w tym 36 studentów. Nieoficjalne szacunki mówią o dwóch tysiącach zabitych; aresztowano do trzech tysięcy ludzi.