Ponadto, według opracowania, przy zwrocie ziemi Polacy są traktowani dużo gorzej niż Litwini. Ordynacja wyborcza jest tworzona tak, by zmniejszyć siłę polskich głosów.
"To tylko kilka przykładów łamania praw polskiej mniejszości. Niestety, odnosimy wrażenie, że polityka władz litewskich faktycznie zmierza do depolonizacji Wileńszczyzny" - oceniono w raporcie przygotowanym przez Stowarzyszenie Wspólnota Polska, którego prezesem jest Maciej Płażyński, przekazanym w środę PAP.
Wspólnota Polska zwróciła się do prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu o zintensyfikowanie działań i podjęcie odpowiednich kroków w celu rozwiązania opisanych problemów.
Jak podkreślono w raporcie, Polacy są największą mniejszością narodową na Litwie; według spisu ludności z 2001 r. stanowią niemal 7 proc. ludności Litwy (235 tys.). W rejonie solecznickim mieszka ich 31 tys. (80 proc. ogółu ludności), w trockim - 12 tys. (33 proc.). Najwięcej Polaków - 104 tys. - mieszka w Wilnie (19 proc.). Zdecydowana większość posługuje się na co dzień językiem polskim.
Raport podaje, że w obwodach wileńskim i solecznickim, gdzie mniejszość polska jest najliczniejsza, jako jedynych rejonach na Litwie tworzone są obok szkół samorządowych szkoły rządowe z litewskim językiem nauczania finansowane z budżetu państwa. W rejonie wileńskim jest ich 17, a w solecznickim - 5. Szkoły te mają większe budżety i jako nowe placówki są lepiej wyposażone - podkreślono.
"Polityka rządu Litwy nie zmierza do wzmocnienia już istniejących polskich placówek samorządowych, a ukierunkowana jest na zniechęcanie rodziców do wysłania do nich dzieci" - ocenia raport. Jak podano, w ostatnich latach zamknięto 6 szkół polskich w rejonie trockim oraz jedną z dwóch działających w rejonie szyrwinskim; działania te są tłumaczone niewystarczająca liczbą uczniów w klasach.
"Żądania społeczności polskiej na Litwie dotyczące ustalenia dla szkół polskich, jako szkół mniejszości narodowych, niższej liczby uczniów przy komplementowaniu klas nie zostały uwzględnione" - czytamy.
Według dokumentu do najbardziej opornych w praktycznej realizacji należy sprawa używania języka polskiego jako pomocniczego obok litewskiego w urzędach na terenach zwarcie zamieszkanych przed Polaków. Są to rejony: wileński, solecznicki oraz częściowo trocki i święciański.
Chodzi o to, by obok języka litewskiego w urzędach i instytucjach administracji publicznej można było używać również języka polskiego - ustnie i pisemnie (tzn. na ustne lub pisemne zapytanie interesanta urzędnik miałby obowiązek udzielić mu odpowiedzi w tym języku).
Jak piszą autorzy raportu, niekorzystne rozwiązania prawne w tym zakresie rozpoczęły się w 1995 r. wraz z wprowadzeniem ustawy o języku państwowym (litewskim), której założenia są sprzeczne z niektórymi zapisami ustawy o mniejszościach narodowych (z 1991 r.).
"Polityką państwa jest stopniowa eliminacja używania języka polskiego w życiu publicznym, zmierzająca do ograniczenia jego używania do kręgu rodzinnego i koleżeńskiego" - oceniono.
Problemem nadal jest też - podaje raport - nazewnictwo ulic. 30 stycznia 2009 r. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że nazwy ulic w rejonie wileńskim powinno się pisać wyłącznie po litewsku. W uzasadnieniu sąd powołał się na ustawę o języku państwowym, która nie uwzględnia zapisów ustawy o mniejszościach narodowych. Dwa miesiące później samorząd rejonu usunął tablice z polskim nazwami ulic. Podobna sytuacja miała miejsce w październiku 2008 r. w rejonie solecznickim.
Raport zwraca uwagę, że w dalszym ciągu nieuregulowana jest kwestia pisowni polskich nazwisk. Chodzi o to, by obywatele Litwy narodowości polskiej mogli pisać w oficjalnych dokumentach swoje nazwiska w oryginale, czyli zgodnie z pisownią polską. Obecnie obowiązuje pisownia litewska.
Jak informuje raport, w 2008 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przyjął skargę samorządu Rejonu Wileńskiego przeciwko Litwie. Postępowanie jest w toku. Skarga dotyczy nadania szkole z polskim językiem wykładowym imienia Emilii Plater. Litewskie sądy orzekły, że szkoła powinna nosić imię Emilijos Platerytes.
Według raportu ordynacja wyborcza na Litwie jest tworzona tak, by zmniejszyć siłę polskich głosów. Chodzi o ustalanie granic okręgów wyborczych. Podano przykład rejonów wileńskiego i solecznickiego, które zostały podzielone na pięć części: trzy z nich zostały dołączone do sąsiednich rejonów zamieszkanych w większości przez ludność litewską. W ten sposób Polacy stanowią większość tylko w jednym rejonie.
"Mimo tych trudności w wyborach parlamentarnych w 2008 r. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie osiągnęła sukces uzyskując 4,79 proc. głosów i trzy mandaty" - zauważa raport.
Według niego na Litwie trwa ponadto proces "wsiedlania" osób narodowości litewskiej na tereny Wileńszczyzny, dotychczas zwarcie zamieszkane prze mniejszość polską.
"Taki proceder stał się możliwy dzięki temu, że na Litwie w ramach ustawy o prawie obywateli do zachowania nieruchomości (ustawa reprywatyzacyjna) każdy obywatel Litwy, były właściciel ziemi, może ją odzyskać, niekoniecznie tam, gdzie przed wojną ją posiadał" - czytamy. Jak napisano w raporcie, taki zapis pozwala prawo do ziemi na prowincji realizować w rejonie Wilna, gdzie przed wojną właścicielami ziemi byli głównie Polacy.
Raport podaje również przykłady działań władz litewskich, które stowarzyszenie oceniło jako pozytywne. Wymieniono decyzje rządu Litwy o zwiększeniu "koszyczka ucznia" o 10 proc. dla szkół mniejszości narodowych oraz zgodę na powołanie w Wilnie filii Uniwersytetu w Białymstoku.
Płażyński podsumowując raport przypomniał trudności z wprowadzeniem ustawy o mniejszościach narodowych w Polsce. "Trwało to bardzo długo, budziło wiele emocji, padały nawet słowa o narodowej zdradzie. Ale w 2005 roku ustawę przyjęliśmy. Jej gorącym zwolennikiem był Donald Tusk" - zaznaczył.
Jak podkreślił Płażyński, dziś nikomu nie przeszkadzają niemieckie nazwy ulic na Opolszczyźnie czy język kaszubski w szkołach i urzędach na Pomorzu. "Podobnie jak litewska oświata i nazwy ulic w Puńsku czy też polska szkoła i napisy po polsku na Zaolziu" - zaznaczył. "Tego samego oczekujemy od naszych litewskich sąsiadów, a od rządu Donalda Tuska twardej postawy" - dodał.
"Współczesnym "europejskim" sposobem na wygaszanie narodowych konfliktów jest zrobienie kroku naprzód, nawet jeśli trzeba go zrobić wbrew własnej opinii publicznej. Niestety Litwini wybrali inną drogę. Od kilkunastu lat prowadzą politykę depolonizacji Wileńszczyzny. Niedostrzeganie tego jest naiwnością" - oświadczył prezes Wspólnoty.