Dymisji Nikola Paszinjana oczekują połowa Ormian, opozycja i hierarchowie kościelni.
Reklama
Wczoraj w południe upłynął termin, jaki opozycja dała premierowi Armenii Nikolowi Paszinjanowi, by podał się do dymisji. Obciążany winą za klęskę na wojnie z Azerbejdżanem szef rządu, który w 2018 r. wygrał wybory z 70-proc. poparciem, nie zrezygnował, więc Ormianie rozpoczęli protesty. Porażki na froncie w Górskim Karabachu płynnie przekształciły się w poważny kryzys polityczny. Realny jest scenariusz, w którym Paszinjan, który doszedł do władzy w wyniku pokojowej rewolucji, w ten sam sposób zostanie władzy pozbawiony.
Ustąpienia Paszinjana zażądało 17 partii opozycyjnych po tym, jak 9 listopada premier podpisał z prezydentami Azerbejdżanu İlhamem Aliyevem i Rosji Władimirem Putinem porozumienie kończące kilkutygodniowy konflikt zbrojny. Zgodnie z jego postanowieniami Armenia musiała formalnie zaakceptować utratę ziem straconych na wojnie, a dodatkowo zgodzić się na zwrot terenów, które w czasach ZSRR nie wchodziły w skład Górsko-Karabachskiego Obwodu Autonomicznego, rozmieszczenie w regionie rosyjskich sił pokojowych i utworzenie korytarza transportowego łączącego Azerbejdżan właściwy z jego nachiczewańską eksklawą przez terytorium Armenii.
Opozycja proponuje, by premierem na okres przejściowy został Wazgen Manukjan. To doświadczony polityk, który w 1990 r. został pierwszym szefem rządu odrodzonej Armenii, w latach 1992–1993 był ministrem obrony podczas zwycięskiej wojny z Azerami o Górski Karabach, a w 2019 r. założył klub dyskusyjny Poddasze, który stawiał sobie za cel uspokojenie atmosfery politycznej i poprawę poziomu debaty publicznej w kraju. Nazwa nawiązuje do klubu literackiego założonego w 1899 r. przez wybitnego poetę Howhannesa Tumanjana. 74-letni Manukjan zapowiada, że jego celem jest jedynie stabilizacja nastrojów, wsparcie uchodźców z Górskiego Karabachu i zorganizowanie przyspieszonych wyborów parlamentarnych, w których sam nie zamierza startować, a w dziedzinie polityki zagranicznej – nawiązanie pertraktacji o doprecyzowaniu niejasnego w wielu punktach układu z 9 listopada.
W poniedziałek głos zabrał cieszący się znacznym autorytetem katolikos Garegin II, czyli zwierzchnik Kościoła ormiańskiego. „My również spotkaliśmy się z premierem Armenii panem Nikolem Paszinjanem. W związku z narastającym napięciem wewnętrznym, poważnymi wyzwaniami zewnętrznymi i wewnętrznymi oraz niewystarczającym zaufaniem społecznym do premiera po ojcowsku zaproponowaliśmy mu wzięcie odpowiedzialności i złożenie pełnomocnictw, aby uniknąć turbulencji w życiu społecznym, a także możliwych starć i innych tragicznych skutków” – napisał katolikos w opublikowanym w mediach oświadczeniu. Wczoraj do tego wezwania dołączył Aram I, zwierzchnik niezależnego administracyjnie ormiańskiego katolikosatu Wielkiego Domu Cylicyjskiego w libańskim mieście Antiljas.
– Nikol, ty i tak odejdziesz. Odejdź bez wstrząsów. Chociaż teraz ochroń swój naród, kraj, państwowość. Twoja dymisja jest życiowo niezbędna dla narodu i państwa – nawoływał na sobotnim wiecu jeden z liderów opozycyjnej Ormiańskiej Federacji Rewolucyjnej Iszchan Saghateljan. Paszinjan nie spełnił dotychczas tego żądania, więc wczoraj po południu na ulicach Erywania zaczęli gromadzić się ludzie domagający się jego odejścia. Saghateljan apelował, by protesty miały charakter pokojowy. To ważny apel, ponieważ w najnowszej historii Armenii zdarzały się także inne scenariusze, na czele z masakrą w parlamencie w 1999 r., gdy operujące ultrapatriotycznymi hasłami komando zamordowało ośmiu polityków, w tym premiera i szefa parlamentu. Także po układzie 9 listopada władze sugerowały, że ich przeciwnicy szykują zamach stanu. Niektórych polityków zatrzymano, a były szef służb specjalnych Artur Wanecjan został nawet oskarżony o szykowanie zabójstwa Paszinjana.
Obóz rządzący przekonuje, że opozycja usiłuje doprowadzić do rewanżu skorumpowanych elit, odsuniętych od władzy w wyniku pokojowej rewolucji przed dwoma laty. – Nie wykluczam, że rozpiszemy przedterminowe wybory. Można nas winić za różne rzeczy, ale jesteśmy rzadkim przykładem władzy, która dwukrotnie przeprowadziła wybory niebudzące żadnych wątpliwości w kraju ani za granicą – deklarował wiceszef parlamentu Alen Simonjan. Możliwe zresztą, że w efekcie Paszinjan obroniłby swój urząd. Według ostatniego sondażu Gallupa, przeprowadzonego już po wstrzymaniu ognia, 38 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nie chce jego dymisji. Przeciwnego zdania było 45 proc. Ormian. Odmienne nastroje panują w Azerbejdżanie. Jutro Azerowie organizują w Baku defiladę zwycięstwa. Weźmie w niej udział 3 tys. żołnierzy, którzy mają zaprezentować własny sprzęt i trofea wojenne. Paradę obok Aliyeva będzie obserwował prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan.