Powiązanie unijnego budżetu z praworządnością może zostać zablokowane w procesie ratyfikacji w Sejmie.
Batalia o powiązanie funduszy z praworządnością grozi politycznym klinczem, który może opóźnić wydawanie nowych środków z unijnej kasy. Przed zablokowaniem budżetu ostrzega Parlament Europejski. Ale w sprawie budżetu głos będą miały też parlamenty narodowe, które także mogą użyć blokady. Izby muszą ratyfikować podniesienie poziomu budżetu do 2 proc. dochodu narodowego brutto UE. Od tego zależy powstanie funduszu naprawczego o wartości 750 mld euro, które Komisja Europejska ma pożyczyć na rynkach w imieniu wszystkich krajów członkowskich. Łącznie z budżetem Unia będzie dysponować w nadchodzących siedmiu latach rekordowym 1,82 bln euro.
W zeszły czwartek szefowie czterech grup politycznych w europarlamencie zaapelowali do niemieckiej kanclerz Angeli Merkel o przyspieszenie prac nad mechanizmem praworządnościowym. Niemcy sprawują przewodnictwo w Radzie UE, a to właśnie ta instytucja musi teraz wykonać kolejny krok, by odblokować prace nad rozporządzeniem ustanawiającym mechanizm. Jeśli więc były plany, by tę sporną kwestię odłożyć na bok i skupić się na pieniądzach, to PE stanowczo mówi „nie”. W swoim apelu liderzy chadeków, liberałów, socjalistów i zielonych napisali, że nie będzie możliwy postęp w pracach nad budżetem bez porozumienia w sprawie mechanizmu. Co więcej, nie zgadzają się na mechanizm w kształcie wynegocjowanym przez przywódców krajów członkowskich na szczycie w lipcu i domagają się przywrócenia jego ostrzejszej wersji. To kolejne ostrzeżenie, jakie płynie z Parlamentu Europejskiego. Zaraz po szczycie izba przyjęła rezolucję, w której postawiła rządy prawa jako warunek. – Mamy w tej chwili lustrzane odbicie. W czasie szczytu rząd Węgier mówił, że nie ma mowy o zgodzie na budżet, jeśli będzie praworządność. Teraz to Parlament Europejski mówi, że nie będzie budżetu bez praworządności – komentuje sprawozdawca budżetu w izbie i europoseł PO Jan Olbrycht.
Reklama
Działania europarlamentu wywołują sprzeciw w obozie Zjednoczonej Prawicy. Solidarna Polska, która w czasie europejskiego szczytu domagała się weta od premiera Mateusza Morawieckiego, zdania nie zmienia. – Nie zgadzamy się na przyjęcie budżetu z subiektywnym i politycznym mechanizmem, bo to by oznaczało, że wszystkie pieniądze można by było Polsce arbitralnie odebrać. To jest kwestia suwerenności i mam nadzieję, że wszystkie ugrupowania w Sejmie będą gotowe tak jak my do jej obrony – podkreśla polityk Solidarnej Polski i wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski. Jak jednak dodaje, wynegocjowany budżet jest dla Polski dobry.
W obozie PiS także słychać głosy, by potraktować procedurę ratyfikacyjną jako instrument obrony przed niechcianym mechanizmem. – Polska powinna to wykorzystać, nie możemy się zgodzić na narzucanie pozatraktatowego mechanizmu – mówi europoseł PiS i b. minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Z kolei eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości Zdzisław Krasnodębski spodziewa się nie tylko konfliktu w Sejmie i innych parlamentach narodowych, ale też na poziomie instytucjonalnym w UE. Stanowisko w sprawie powiązania budżetu z praworządnością najpierw muszą uzgodnić ministrowie krajów członkowskich w Radzie UE i przegłosować kwalifikowaną większością, a potem jeszcze Rada musi wynegocjować porozumienie z Parlamentem Europejskim. – Grozi nam blokada między instytucjami i potem w parlamentach krajowych, która doprowadzi do tego, że te pieniądze, o których wszyscy mówią, że mają być szybko, szybko nie będą. To będzie wynik działań Parlamentu Europejskiego, który stał się instytucją niezwykle zideologizowaną i cierpiącą na zanik realizmu – komentuje Krasnodębski.
Problemów z ratyfikacją nie przewiduje natomiast wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. W wywiadzie dla DGP sprzed dwóch tygodni polityk mówił, że w koalicji są czasami różne opinie, ale generalnie jest zgoda na poparcie budżetu. – To może być budżet przełomowy, jeśli chodzi o zapobieganie skutkom kryzysu i dalszą ewolucję, a może nawet miejscami rewolucję w naszej infrastrukturze – przekonywał. – Ja mam nadzieję, że opozycja będzie popierała ten plan, natomiast ryzyko, że koalicja go odrzuci, w zasadzie nie istnieje – podkreślał. Jabłoński dostrzega natomiast takie ryzyko w kilku innych parlamentach, zwłaszcza w krajach należących do grupy oszczędnych, które chcą mniejszego budżetu. – Przyjęcie planu odbudowy może być pewnie w kilku krajach problematyczne, ale mam nadzieję, że uda się te problemy przezwyciężyć. Bywały też w historii UE takie sytuacje, że głosowania były powtarzane. Unia potrafi być pod względem procedur bardzo kreatywna – dodaje Jabłoński.
Pozostaje pytanie, kiedy i co w sprawie praworządności zaproponuje Rada UE. Niemiecka prezydencja powinna się kierować konkluzjami ze szczytu, w których procedura została złagodzona. Wątpliwości budzi też rola samych przywódców w Radzie Europejskiej, która „ma powrócić do sprawy” mechanizmu, co polski rząd interpretuje jako możliwość zawetowania niechcianego rozwiązania.