Putin i Erdoğan ściągnęli na siebie gniew USA za zaangażowanie w wojnę w Libii.
Amerykański Kongres pracuje nad projektem ustawy, która zmusiłaby rząd Donalda Trumpa do nałożenia sankcji na Rosję i Turcję za podsycanie wojny domowej w Libii. Niedawno Pentagon ostrzegł, że w strefie walk znajdują się zagraniczni najemnicy opłacani przez Ankarę i Moskwę.
Tak zwana ustawa o stabilizacji Libii, nad którą prace w Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów mają się skończyć w tym tygodniu, nałożyłaby obowiązkowe sankcje na oba kraje w ciągu sześciu miesięcy. Biały Dom miałby szerokie pole manewru w zakresie cofnięcia wiz do USA lub zamrożenia funduszy w amerykańskich bankach. Chodzi o próbę powstrzymania Rosji w stworzeniu przyczółka nad Morzem Śródziemnym.
Reklama
– Nie chcemy, aby Moskwa organizowała się tam, gdzie jest miękkie podbrzusze NATO w Europie – powiedział magazynowi „Foreign Policy” jeden z członków Izby przygotowujący ustawę. – Recep Erdoğan i Władimir Putin potrafią funkcjonować tylko wtedy, gdy mają nad głową sankcję lub inną groźbę – dodał, odnosząc się do prezydentów Turcji i Rosji.

Reklama

Wahania Kairu

W konflikcie w Libii po jednej stronie jest uznany międzynarodowo Rząd Porozumienia Narodowego (wspierany przez Ankarę), a po drugiej wspomagani przez Rosję, ale też przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, rebelianci z Libijskiej Armii Narodowej działający we wschodniej części kraju.
W grze jest jeszcze Egipt. Cytowany przez „Foreing Policy” kongresmen twierdzi, że ustawa pozwoli też na nałożenie sankcji na Kair, jeśli prezydent Abdel Fattah al-Sisi wysłałby swoje wojska w celu wsparcia Libijskiej Armii Narodowej. Decyzja egipskiego parlamentu o zatwierdzeniu wysłania wojsk do Libii może sprawić, że Ankara i Kair znajdą się na kursie kolizyjnym, i jeszcze bardziej skomplikować sytuację w Libii. Jednak w niedawnej rozmowie z prezydentem Donaldem Trumpem, Al-Sisi wycofał się z zapowiedzi interwencji w rozdartym wojną kraju i opowiedział się za zawieszeniem broni.
Libia stoi w obliczu ogromnych wyzwań humanitarnych związanych z konfliktem. Coraz większe żniwo zbiera tam pandemia koronawirusa. Dotychczas na COVID-19 zmarło tam 3 tys. osób.
Rozpoczęty w zeszłym roku przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego przegląd polityki Stanów Zjednoczonych w sprawie Libii nie przyniósł jeszcze efektu. Dyplomatom w terenie zależy przede wszystkim na próbie przywrócenia rozmów pokojowych na właściwe tory. Przedstawiciele Departamentu Stanu próbowali nawiązać dialog z rebeliantami ze wschodu kraju – jak dotąd bez powodzenia.

Gra gazem

Nowe sankcje ze strony Europy wydają się mało prawdopodobne. Na nałożenie kolejnej transzy obostrzeń na Ankarę naciska Francja, ale Niemcy, które obecnie sprawują przewodnictwo w Radzie UE, są nastawione wobec Erdoğana bardziej pojednawczo. W UE nie ma konsensusu wobec konfliktu libijskiego i wspólne sankcje są mniej niż prawdopodobne. Stolice europejskie zgodnie potępiają natomiast coraz bardziej agresywną politykę Ankary we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Turcja rości sobie prawa do podmorskich terenów bogatych w złoża gazu i prowadzi tam poszukiwania. UE uznała te działania za nielegalne, nakładając w lutym sankcje. Ale to nie zrobiło wrażenia na Ankarze.
21 lipca Turcja zapowiedziała odwierty w pobliżu Kastelorizo, najdalej na wschód zamieszkanej greckiej wyspy, przeciwko czemu protestowały Ateny. W sprawę zaangażowała się kanclerz Angela Merkel. Po jej rozmowie telefonicznej z Erdoğanem 28 lipca Ankara ogłosiła zawieszenie poszukiwań na spornych terenach i statek wiertniczy Oruc Reis, który miał rozpocząć prace przy Kastelorizo, pozostał w porcie. Grecki premier Kyriakos Mitsotakis zgodził się na spotkanie z turecką stroną w Berlinie, ale pod warunkiem że do końca lata Turcja nie wykona żadnych agresywnych ruchów na Morzu Egejskim. Porozumienie nie jest wykluczone, chociaż szanse na to, że Ankara wycofa się ze swoich podmorskich planów, są niewielkie.
Turcja ma ambicje zostać regionalnym potentatem energetycznym. Chociaż – podobnie jak Grecja – importuje 100 proc. gazu, to sporo inwestuje w połączenia gazowe od swoich zasobnych w paliwa kopalne sąsiadów. Tureckie gazociągi prowadzą do Europy, dlatego Erdoğan może położyć na szali porozumienie gazowe zawarte pomiędzy Izraelem a Grecją i Cyprem zakładające budowę gazociągu EastMed o długości ponad 1,8 tys. km na dnie Morza Śródziemnego. Prace nabierają tempa. W połowie lipca izraelski rząd zaakceptował plan budowy połączenia gazowego, z którego całkowicie wykluczona jest Turcja.