Jeśli można mówić o jakichś milowych kamieniach kampanii wyborczej, to prezydent zbliża się właśnie do jednego z nich. Jutro mija termin, w którym musi podjąć decyzję, co zrobić ze słynnymi 2 mld zł dla TVP i dla Polskiego Radia. Osoby z otoczenia Andrzeja Dudy jeszcze wczoraj mówiły nam, że w tej chwili najbardziej prawdopodobnym wariantem jest zawetowanie ustawy.
Po zachowaniach w obozie władzy widać było, że temat stał się trudny do przełknięcia dla PiS. Prezydent przeciągnął decyzję do ostatniej chwili. Naradzał się z przedstawicielami KRRiT i szefem Rady Mediów Narodowych. Kilka dni temu z pałacu wyciekły informacje o ultimatum, jakie Andrzej Duda miał postawić w tej sprawie – byłby skłonny podpisać ustawę, o ile Jacek Kurski przestanie być prezesem TVP. „Nie” powiedział Jarosław Kaczyński. Ale komunikaty na temat tego dialogu pojawiały się jako nieoficjalne informacje od dobrze poinformowanych dziennikarzy. Politycy PiS są skonsternowani tym korespondencyjnym pojedynkiem. Ta, praktycznie publiczna, dyskusja obozu prawicy toczy się w momencie, gdy dla opozycji postulat weta do ustawy stał się jednym z głównych oręży w kampanii. W Polsce już pojawiają się wielkoformatowe plakaty z posłanką Lichocką pokazującą środkowy palec. Znów wróciła dyskusja o jakości i standardach w publicznej telewizji, ostentacyjnie wspierającej ekipę rządzącą.
Tragizm sytuacji, w której znalazł się Andrzej Duda, polega na tym, że z pułapki zastawionej przez opozycję pt. „onkologia vs. TVP” nie było jednoznacznie dobrego wyjścia. Zablokowania ustawy domaga się elektorat opozycyjnych kandydatów, a wyborcy Andrzeja Dudy są podzieleni – co pokazał nasz niedawny sondaż. Z jednej strony ewentualne weto ze strony prezydenta może zostać odebrane jako oddanie pola opozycji. I pokaże, że presja ma sens. To z kolei nie spodoba się twardemu elektoratowi PiS, a opozycji da chwilowy wiatr w żagle. Gdy pięć lat temu Bronisław Komorowski, pod wpływem postulatów Andrzeja Dudy obniżki wieku emerytalnego, wyszedł z pomysłem dodania stażu jako dodatkowego kryterium przejścia na emeryturę, ówczesny obóz władzy znalazł się w defensywie. A słupki poparcia ówczesnego prezydenta w sondażach zaczęły spadać. Taki efekt mógłby pojawić się teraz.