Minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował w środę rano, że w nocy potwierdzono pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce. Dodał, że pacjent jest hospitalizowany w szpitalu w Zielonej Górze.

Mucha powiedział w środę w TVP1, że w zaistniałej sytuacji najważniejsze jest, żebyśmy działali rozsądnie i z rozwagą. "Mamy informacje, które na bieżąco są dostępne. Funkcjonuje infolinia Narodowego Funduszu Zdrowia. Mamy stronę internetową gov.pl/koronawirus. Mamy komunikaty Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Wszelkie informacje dotyczące tego, jak ma się zachowywać osoba, która miała styczność, czy z ogniskami chorobowymi, czy z osobami zarażonymi, czy jakie działania podejmować profilaktyczne. To są informacje, które na bieżąco służby medyczne, Główny Inspektorat Sanitarny i Ministerstwo Zdrowia, udostępniają" - podkreślił Mucha.

"Zdarzyło się to, co de facto było nieuniknione, czyli potwierdzenie przypadku pierwszego koronawirusa w Polsce. Natomiast absolutnie tutaj i 16 tys. pracowników służb sanitarnych i w ogóle służba zdrowia jest do tego przygotowana" - powiedział wiceszef Kancelarii Prezydenta.

Reklama

W jego ocenie, nie ma powodów do paniki. "Rację miał pan prezydent Andrzej Duda, który przewidując, że taki scenariusz może mieć miejsce, wnosił o to, żeby zwołać posiedzenie Sejmu. Dobrze się stało, że w tym zakresie została przyjęta ustawa" - zaznaczył Mucha.

Na pytanie, czy koronawirus jest zagrożeniem dla majowych wyborów prezydenckich, czy może w tej sytuacji będą one przesunięte, wiceszef Kancelarii Prezydenta odparł, iż nie widzi żadnego zagrożenia dla przeprowadzenia wyborów w terminie. "Wybory mamy przypomnę - 10 maja, natomiast tutaj nie ma żadnych takich okoliczności, ani żadnych podstaw prawnych, żeby mówić o jakiejkolwiek zmianie terminu wyborów" - powiedział Mucha.

Nowy koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Ciężki przebieg choroby obserwuje się u ok. 15-20 proc. osób. Do zgonów dochodzi u 2-3 proc. chorych, ale eksperci oceniają, że dane te mogą być zawyżone, bo wielu osobom z lekkim przebiegiem najpewniej nie wykonano badań laboratoryjnych, gdyż mogli się nie zgłosić do lekarzy.

Podejrzewa się, że do zarażenia koronawirusem, który może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc, doszło w Chinach pod koniec 2019 r. na targu w Wuhanie, stolicy prowincji Hubei, gdzie sprzedawano m.in. dzikie zwierzęta.