- Kurdowie nie mają mediów, nie mają propagandy, nie mają narzędzi. Proszę zauważyć, jak mało jest informacji o tym, co się dzieje w Rożawie, jak mało przebija się do światowych mediów - mówi Hajar Bahri, lekarz stomatolog, Kurd, w Polsce od 31 lat.
okładka Magazyn 18 października 2019 r / Dziennik Gazeta Prawna
Co pan tu ma za tatuaż?
Wolność jest napisane. Widać go?
Reklama
Trochę prześwituje.
Tak, wolność. Najważniejsze słowo dla kolejnych pokoleń Kurdów. Dla mnie też.

Reklama
Pan jest w Polsce od lat.
Od 31. Tu skończyłem medycynę, tu prowadzę praktykę. Założyłem rodzinę, mam tu dwóch braci i paru kuzynów, którzy też skończyli w Polsce studia. Mam polskie obywatelstwo, żadnego innego. Miałem syryjskie, ale z niego zrezygnowałem. Jestem Kurdem. Tam, w Rożawie, jest cała reszta mojej rodziny. Mam 13 rodzeństwa. Wszyscy mają dzieci. Mama też tam jest. Ma już 90 lat. I nie, nie chce uciekać. Chce żyć na swojej, na naszej kurdyjskiej ziemi. Samych moich krewnych, mojej rodziny, jest ponad tysiąc osób.
Wszyscy noszą nazwisko Bahri?
Nie, w Syrii dokonano arabizacji kurdyjskich nazwisk, żeby wyglądało, że Kurdów w ogóle nie ma, że zniknęły rodziny, rody, klany kurdyjskie. To się działo w 1962 r. Jak tylko ktoś miał kurdyjskie albo kojarzące się z kurdyjskim nazwisko, to zaraz zmieniano na Ahmad, Mahmud, Mahmed albo coś podobnego. Byle tylko brzmiało syryjsko. Podobnie działali Turcy. I w Syrii, i w Turcji była prowadzona polityka wynaradawiania, wykorzeniania, odcinania nas, Kurdów, od języka, od kultury. Nasi kuzyni, którzy są po drugiej stronie granicy, noszą teraz tureckie nazwiska. Pochodzę z Kamiszli, miasta podzielonego. Proszę sobie wyobrazić Warszawę podzieloną na dwa miasta. Tu, na Żoliborzu, jest jedno, a reszta, Mokotów, Śródmieście to drugie. A pośrodku granica.
Jak brzmiało pańskie nazwisko?
Cały nasz klan od strony mojej mamy to Temo, a od strony taty to rodzina Ose. Ose po kurdyjsku znaczy Józef. Tylko Kurdowie mówią Ose na Józefa, dlatego to się Syryjczykom nie podobało. Tak samo jest w Turcji. Choć gdybyśmy zbadali DNA Turków, to co drugi jest albo Kurdem, albo Ormianinem, albo Grekiem. Ale Turcy nie akceptują kurdyjskiej kultury, języka, prawa do tworzenia własnej państwowości. Zaatakowali Kurdów, bo nie akceptują tego, że tu, na północy Turcji, w Rożawie powstało coś, co można nazwać namiastką kurdyjskiej państwowości.
Jak ta Rożawa wygląda?
Płaska, nie ma żadnych gór, pagórków, nie ma gdzie się skryć. Jeden z tureckich polityków powiedział, że oni wiedzą, co jest w każdym kurdyjskim domu. Przecież tam drony latają 24 godziny na dobę. Dla Europejczyka w Rożawie może być nieciekawie. Jednak dla nas... Nie, inaczej powiem, dla każdego jego dom jest czymś najpiękniejszym, najważniejszym. Tam jest maksymalne multikulti. Jeden nasz sąsiad był Ormianinem, drugi Asyryjczykiem, trzeci Żydem, był też Arab. I wszyscy się szanowali, żyliśmy w zgodzie. Oczywiście Kurdowie mieli zero praw. Moi koledzy Ormianie chodzili do szkoły ormiańskiej, Asyryjczycy do asyryjskiej, tylko my musieliśmy chodzić do arabskiej. Jako dziecko tego nie rozumiałem. Z tej edukacji zostało mi to, że mówię po arabsku, ale nie jestem z tego dumny. Mówię też, jak pani słyszy, biegle po polsku, ale też po angielsku, niemiecku i oczywiście po kurdyjsku. W Rożawie ciągle jeszcze działa internet. Mogę rozmawiać z mamą, z braćmi, z siostrami. Mama mówi, że chciałaby umrzeć, gdy będzie pokój, ale tam wojna trwa już osiem lat. Widziała już wiele śmierci, wiele morderstw. Mój wujek zginął na samym początku, jego dzieci później. Cały czas ktoś ginie, cały czas kogoś zabijają. Ciągle są pogrzeby. I nie, nikt do tego nie przywykł. Nie można przywyknąć do śmierci. Do strachu też nie.
Hajar Bahri lekarz stomatolog, Kurd, w Polsce od 31 lat
fot. Maksymilian Rigamonti
A do zdrady?
Wy też zostaliście na początku II wojny zdradzeni przez aliantów, a potem od razu po wojnie. Jałta to przecież zdrada. Trump nie jest aż taki głupi, żeby nie znać historii. Te głupoty o tym, że nie pomagaliśmy w Normandii, są poniżej krytyki. Nie pomagaliśmy też walczyć z Indianami i z Japończykami. Wszystko można powiedzieć. Wszystko. Te wypowiedzi nadają się według mnie tylko do analizy psychiatrycznej. I są po to, żeby tłumaczyć nic nierozumiejącej opinii publicznej swoje zdradzieckie decyzje.
Zachodni świat zdradził Kurdów – to pan mówi?
Nie, nie zachodni świat, tylko Ameryka, Amerykanie. Przecież Polska też jest w tym zachodnim świecie, a nie sądzę, żeby nas zdradziła. Nigdy przecież nic nie obiecywała, nie ma żadnych interesów tam, na Bliskim Wschodzie. Zdrajcami są Amerykanie. Kiedy w 2014 r. ISIS atakowało nasze miasto Kobane, Kurdowie na całym świecie prosili, błagali, demonstrowali i w zasadzie nikt nie reagował. Ponad 80 dni trwały walki. Kurdowie walczyli samotnie. Trzeba pamiętać, że ISIS było wtedy w szczycie możliwości. Kurdowie się nie wycofują, walczą do końca. To też wiadomo z historii. Wtedy, w Kobane, też tak było, chociaż mówiło się, że najdalej po trzech dniach ISIS opanuje miasto.
Wtedy włączyli się Amerykanie.
Ale to Kurdowie wygrali. To był punkt zwrotny w wojnie z Państwem Islamskim. Czy pani wie, jak wygląda Kobane? Jak zbombardowana Warszawa po Powstaniu Warszawskim. Wtedy, kiedy pojawili się Amerykanie, świat usłyszał, że teraz oni będą walczyć z ISIS. Jednak szybko zrozumieli, że jedynymi lojalnymi, na których Stany Zjednoczone mogą polegać w walce z ISIS, są Kurdowie.
Zdaje pan sobie sprawę, że w ogólnoświatowej narracji nie funkcjonuje informacja, że to Kurdowie zwycięsko walczyli z Państwem Islamskim?
Tylko Amerykanie, oczywiście. Kurdowie nie mają mediów, nie mają propagandy, nie mają narzędzi. Proszę zauważyć, jak mało jest informacji o tym, co się dzieje w Rożawie, jak mało przebija się do światowych mediów. Wszystko dlatego, że i Turcja, i Stany Zjednoczone prowadzą swoją propagandę. Przecież Amerykanie oparli walkę z ISIS na Kurdach nawet wtedy, kiedy na ziemiach kurdyjskich już nie było bojowników islamskich. Wówczas usłyszeliśmy od nich, że skoro jesteśmy z nimi w sojuszu, to powinniśmy razem zaatakować Rakkę, stolicę Państwa Islamskiego. Wielkie miasto, 1,5 mln ludzi. W zasadzie państwo z własną armią, sądami. Amerykanie poprosili o wsparcie, a Kurdowie – z nadzieją, że sojusz obowiązuje również w innych sytuacjach – zaatakowali Rakkę. Wówczas zginęło 11 tys. Kurdów. I ponad 10 tys. odniosło ciężkie rany. U nas, wśród Kurdów, mówi się, że lepiej zginąć, niż być rannym. Straszne, ale nie ma warunków do tego, żeby leczyć, a potem rehabilitować rannych i chorych. Wiem, co mówię, w Rożawie jest ponad 10 tys. ludzi bez rąk, bez nóg. Ci ludzie zostali kalekami, walcząc u boku Amerykanów z ISIS. I to nie są komandosi, to nie są Marines, to są kobiety i mężczyźni tacy jak pani i ja. Wielu dobrze wykształconych, bo Kurdowie syryjscy są z reguły dobrze wykształceni. W mojej rodzinie wszyscy skończyliśmy studia. Dziesięciu chłopaków i cztery dziewczyny. Wszyscy! Ja jestem numer dziewięć. W walkach z ISIS zginęła duża część elity intelektualnej Kurdów. Byli parasolem dla Amerykanów. Chronili ich, ochraniali. Ludzie rozmawiali, że nie można dopuścić do tego, żeby chociaż jeden Amerykanin zginął, że trzeba się nimi opiekować, to oni później nam pomogą.
Wiara...
Właśnie, wiara. I jeszcze nadzieja. Przez prawie pięć lat żołnierze amerykańscy byli przy Kurdach, a Kurdowie przy nich. Najpierw armia złożona była z samych Kurdów. Amerykanie zaczęli mówić, że jeśli chcemy, żeby Turcja nas choć trochę akceptowała, to powinniśmy do tej armii zaangażować też Arabów. W armii było więc 70 proc. Kurdów i 30 proc. Arabów.
Teraz nie ma Amerykanów, więc Kurdowie syryjscy z Rożawy paktują z Asadem.
Kiedy toniemy, chwytamy się wszystkiego. Jak Asada, to też Putina. A co mamy robić? Dać się wymordować? Przecież było ultimatum do Amerykanów: albo zatrzymacie atak Turcji, naloty bombowe, albo dogadamy się z Ruskimi i z Asadem. Myślę, że nie było wyjścia. Wojska Asada już są w Kobane. Tylko tak naprawdę wygranym w tej całej wojnie są Rosjanie. Mają Asada w kieszeni, Kurdów mają w kieszeni i Turków też. Wraz z wyjściem wojsk amerykańskich zniknęło poczucie bezpieczeństwa. Zresztą słyszę, że sami amerykańscy żołnierze nie rozumieją, dlaczego wycofują się z Rożawy. Zdają sobie przecież sprawę, że zostawiają Kurdów na śmierć, na rzeź. Traktowali nas jak przyjaciół, sojuszników, a tymczasem każą im się wycofywać i pozwalać Turkom nas mordować. To jest rzeź. To jest rzeź z powietrza i rzeź na lądzie, głównie rękami Arabów, często takich, którzy na rękawach mundurów mają po kilka flag. Najemników. Bez celu, oprócz mordowania. I zdobycia łupów. W Koranie jest napisane, że jak się zdobywa nowe tereny, to można wziąć łupy, można wziąć też kobiety. Proszę sobie przypomnieć, co ISIS zrobiło z Jazydami, a właściwie z Jazydkami. Mordy, gwałty, nieustające seksualne wykorzystywanie. „Allahu Akbar” i do przodu. Jak zamordowali naszą polityk Hewrin Chalaf? Kamienując ją. Przecież to jest typowe dla ISIS. Gdyby byli tureckimi żołnierzami, to by dostała strzał w głowę i tyle. A kamienowanie to jest znak od ISIS, to jest ogłoszenie: „wracamy”. Nie łudźmy się więc, ISIS wraca. W innych ubraniach, w innych mundurach, ale wraca. Jak ktoś panował nad 60 mln ludzi, a przecież Państwo Islamskie w szczycie swojej działalności miało taką władzę, to nie odpuści. Ludzie z ISIS uciekli do Turcji i USA muszą wiedzieć, że ISIS w Turcji się odradza. W imię interesów amerykańsko-tureckich, wielkich pieniędzy, biznesów, przymyka się na to oko i poświęca się cały naród kurdyjski. Rozumiałbym, gdybyśmy nie walczyli z ISIS, z mordercami, którzy w imię religii obcinają głowy, kamienują. Przecież do ISIS zjeżdżali się fundamentaliści z całego świata, również z Polski. I my, Kurdowie, w imieniu całego świata walczyliśmy z Państwem Islamskim. I teraz ten świat ma to gdzieś, odwraca się od nas, zostawia nas samych. Przecież, kiedy pokonaliśmy Państwo Islamskie, skończyły się zamachy, sytuacja na całym świecie się uspokoiła, w Europie mniej się boją. Proszę pomyśleć, co by się działo, gdyby ISIS nadal istniało. Wniosek z tego taki, że Polacy też nie mają co się łudzić, że jak przyjdzie co do czego, to Amerykanie pomogą. To jest analogiczna sytuacja. Amerykańskie wojska przecież stacjonują w Polsce. Daje to Polakom poczucie bezpieczeństwa, prawda? Jednak nie daj Boże, jakby jutro Putin zaczął atakować Polskę, zaraz Amerykanie by się z nim dogadali. Te dwa mocarstwa zawsze się dogadają. Poza tym dla świata Polak i Ruski to jest to samo. Od zarania przecież walczą ze sobą. Poza tym, co może dać Polska Amerykanom? Nic. A Rosja bardzo wiele. Podobnie co my, Kurdowie, możemy dać? Nic. Możemy tylko prosić o pomoc, mówić o tym, że jesteśmy takimi samymi ludźmi jak oni i nie chcemy być mordowani. To nic nie daje. Bo przecież z dnia na dzień nas zostawili. W środę, 9 października się wycofali, by dać Turkom możliwość ataku na Rożawę.
Przez osiem lat wojny ani jedna kurdyjska kula nie została wystrzelona w stronę Turcji. Ani jedna. Do kogo mielibyśmy strzelać, jak po drugiej stronie granicy też są nasi, też mieszkają Kurdowie. A jak słyszę, że Turcy muszą bronić swojej granicy, to naprawdę mnie krew zalewa. Polacy też muszą bronić swojej granicy, ale czy to znaczy, że mamy napadać na Białoruś, na obwód kaliningradzki? Czy to znaczy, że mamy bombardować Białoruś, mordować cywilów, ludzi kamienować? Czy Trump, który mówi, że chce bronić swojej granicy z Meksykiem, wchodzi z wojskami na teren Meksyku i zabija meksykańskie rodziny? Mur postawił i tyle. Wiem, że Rożawa jest daleko, że ludzie w Ameryce, w Europie nie wiedzą zbyt wiele o tym regionie, więc politycy mogą powiedzieć wszystko. Tu chodzi tylko o to, że Turcy nie akceptują żadnych zalążków kurdyjskiej tożsamości. Nie akceptują Rożawy i tyle. Dopóki byli Amerykanie, to się pilnowali. Teraz sprawa wygląda tak, że mamy radzić sobie sami, że to jest problem kurdyjsko-turecki. Turcja uważa, że te 2 mln Kurdów i ta malutka kraina, której nawet nie widać na mapie, jest zagrożeniem dla takiej wielkiej, 80-milionowej Turcji, z największą armią NATO, z samolotami, dronami, najnowocześniejszą bronią? Przecież to jest absurd. Świat pozwala na tę rzeź. W Rożawie nie mamy broni przeciwlotniczej. A z kałachami na bomby się przecież nie idzie.
Ilu jest Kurdów w Polsce?
Ponad tysiąc.
Trzymacie się razem?
Tak. Znamy się wszyscy. Niektórzy boją się zabierać głos, protestować, boją się Turków. Szczególnie ci, którzy mają rodziny w Turcji albo jakiś biznes czy handel. Turcy doskonale znają polskich Kurdów, ich służby świetnie w tej kwestii pracują.
Erdoğan szantażuje Europę, że wpuści do Europy 3,5 mln arabskich migrantów.
Uchodźców żyjących teraz w obozach na terenie Turcji. I w związku z tym Europa i Ameryka pozwala mordować Kurdów. Erdoğan ma doskonały plan – przesiedlić uchodźców do Rożawy w miejsce Kurdów. Nie, nie pod namioty. Do naszych domów, zakładów, samochodów. Przecież tych milionów ludzi nikt nie chce. Europa nie chce, Asad nie chce, mimo że ci ludzie mają swoje domy w Damaszku, Hims, Idlib... Więc najlepiej wyrzucić Kurdów, wywieźć ich do obozu, pod namioty. Rok, dwa, dziesięć lat i wszyscy o Kurdach zapomną. Europa boi się Erdoğana.
Kto najbardziej?
Polska się nie boi. Widzę, że PiS się nie boi. Przecież jest przeciwko atakowi Turcji na Rożawę. To jest oficjalne stanowisko.
Jest też przeciwko przyjmowaniu uchodźców.
I bardzo dobrze. Uważam, że w tej kwestii trzeba być twardym, że trzeba brać pod uwagę, że wśród uchodźców są tacy, którzy byli w szeregach Państwa Islamskiego, którzy obcinali ludziom głowy, kamienowali. I nie, nie przesadzam. Europejskie służby nie są w stanie albo może nie chcą sprawdzać, kto z tych uchodźców był w ISIS.
Dziwnie to brzmi, kiedy to mówi Kurd mieszkający w Polsce.
Oczywiście, to nie jest wszystko czarno-białe. Pamięta pani falę migracji w 2015 r.? Przecież wojna w Syrii trwała od lat i nagle, w jednym momencie fala. Zaproszenie uchodźców przez Angelę Merkel. Do tego mafia przemytników. Każdy, kto zdecydował się wyemigrować z Syrii, płacił po 2 tys. dol. mafiosom. Wiem oczywiście, że z Syrii uciekło bardzo wielu dobrych ludzi, również wielu Kurdów syryjskich. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wielu religijnych Arabów ociera się o fundamentalizm i Europa powinna się przed nimi bronić. Jestem absolutnie przeciwko imigracji islamskiej.
Pan jest muzułmaninem?
Nie, jestem ateistą. Nie wierzę w żadne religie. Jest bardzo dużo krajów islamskich, które powinny się troszczyć o swoich braci w wierze – Iran, Arabia Saudyjska, Katar. Gdyby jednak tam ich wpuszczono, to musieliby żyć według zasad tam obowiązujących. A w Europie to oni narzucają swoje zasady, zaczynają się roszczenia. Nikt się nie przystosowuje, nie asymiluje. Wie pani, mieszkam w Polsce od 31 lat i to ja się dostosowałem do polskiego prawa, polskich norm, zachowań.
Kurdowie też mogą zacząć uciekać.
Mogą.
I co, Europa, Polska powinny ich przyjąć?
Nie. Jeśli Kurdowie wyjdą ze swoich domów w Rożawie, to już nigdy do nich nie wrócą. Uważam, że oni powinni zostać na swojej ziemi, chociaż ryzyko jest ogromne.
I pozwolić, żeby mordowano cywilów, dzieci?
Historia kurdyjska jest w zasadzie identyczna jak polska. Bardzo dobrze znam historię Polski. Wy mieliście Stalina i Hitlera. My mamy Erdoğana i Asada. A wcześniej Saddama Husajna. Sami demokraci. Nas, Kurdów, od 200 lat mordują, chcą, żebyśmy zniknęli z powierzchni Ziemi. A my ciągle jesteśmy. ©℗
Stany muszą wiedzieć, że ISIS odradza się w Turcji. W imię wielkich pieniędzy, biznesów, przymyka się na to oko i poświęca się cały naród