Nie ukrywaliśmy awarii spalarni osadów w "Czajce", wysłaliśmy w tej sprawie pisemną informację do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony środowiska 26 lutego - przekazała w piątek prezes MPWiK Renata Tomusiak. Jak dodała, spółka stara się, aby uruchomić jeden ciąg spalarni do końca roku.

Na briefingu prasowym MPWiK odniosło się do zarzutów, według których nie informowało o awarii w spalarni osadów ściekowych należącej do zakładu "Czajka". Kwestie te we wtorek i w piątek podnieśli radni PiS, a także Generalny Inspektorat Ochrony Środowiska. Prezydent Rafał Trzaskowski, odpierając zarzuty w rozmowie z TVP Info, zapewnił, że informacja w tej sprawie była "natychmiast, w momencie, kiedy doszło do awarii".

Zgonie z informacją przekazaną przez Tomusiak na briefingu prasowym w piątek, spółka w lutym o sprawie poinformowała WIOŚ. "Kłamliwym jest stwierdzenie, że ukrywaliśmy tę awarię. Nie ukrywaliśmy tej awarii" - podkreśliła prezes MPWiK. Wskazała, że WIOŚ otrzymał od spółki pisemną informację na temat awarii i dokumenty w tej sprawie 26 lutego. MPWiK informowało także o wyborze wykonawców odbioru osadów.

Jak powiedziała prezes, spółka wypełniła również "pozostałe obowiązki informacyjne" w tej sprawie. MPWiK powiadomiła m.in. Biuro Infrastruktury Urzędu m.st. Warszawy i Biuro Nadzoru Właścicielskiego Urzędu m.st. Warszawy.

Reklama

Zaznaczyła, że ta awaria nie wymusza prawnego obowiązku informacyjnego. Taki by wystąpił, gdyby doszło do opisanej w przepisach poważnej awarii, skutkującej bezpośrednim zagrożeniem dla życia lub środowiska. "Takiej awarii nie mamy i nie mieliśmy" - zapewniła Tomusiak.

Jak powiedziała, spółka chciała, aby awarię usunęła Veolia - lider konsorcjum budującego "Czajkę" - jednak firma ta się nie zgodziła. "Powstał spór, w związku z powyższym musieliśmy wyłonić firmę, która wykonuje teraz ekspertyzę (...), żeby stwierdzić, jakie są przyczyny" - mówiła Tomusiak. MPWiK nie wyklucza wejścia na drogę sądową.

Reklama

Spalarnia działa od 2012 roku. Według prezes MPWIK, to trzecia "dość istotna" awaria tego obiektu. Do pierwszej doszło w 2014, co spowodowało półtoraroczny przestój w jej pracy, a do kolejnej - w 2016 roku, gdzie przestój był kilkumiesięczny. "Dzisiaj nie możemy pozwolić sobie na naprawę taką bez głębszej refleksji, co więcej powinno się uczynić" - dodała.

Tomusiak jednocześnie zapewniła, że spółka - tak jak zadeklarowała w piśmie do WIOŚ - uczyni starania, aby jeszcze w tym roku uruchomić chociaż jeden z dwóch ciągów spalarni.

"Codziennie mamy jakieś awarie" - przyznała prezes spółki. "Przypomnę, że spółka zarządza siecią kanalizacyjną, tak jak już mówiłam, ponad 4 tys. km. Łącznie z siecią wodociągową to jest 8,7 tys." - powiedziała. "W tak dużej sieci na całym świecie w każdej infrastrukturze zdarzają się awarie" - dodała.

Tomusiak podkreśliła także, że wykonawcy odpowiedzialni za odbiór osadów posiadają stosowne uprawnienia. "Jak wywozić te odpady, co z nimi robić - o tym mówią przepisy" - wskazała. Dodała, że osady ściekowe nie są zaliczane do niebezpiecznych odpadów. Zastrzegła, że spółka bada te odpady, choć zgodnie z przepisami nie ma takiego obowiązku.

"Nieprawdą jest, że są wywożone te odpady w miejsca niedozwolone. Z naszych informacji wynika, że ci przedsiębiorcy, którzy z nami współpracują, spełniają swoje obowiązki należycie. Jeżeli jest natomiast inaczej, to cieszę się, że ktoś w GIOŚ przypomniał sobie, że może skorzystać z prawa do kontroli" - podkreśliła Tomusiak.

Prezes MPWiK zapowiedziała, że jeżeli pojawią się kolejne "nieprawdziwe" i "szkodliwe" informacje, spółka zastanowi się nad wystąpieniem na drogę sądową, aby zadbać o własny wizerunek jako służby publicznej.

Warszawskie MPWiK poinformowało w czwartek, że na przełomie listopada i grudnia ub.r. z eksploatacji została wyłączona stacja termicznej utylizacji osadów ściekowych (STUOŚ), co było związane z uszkodzeniem jednego z urządzeń spalarni. Przedsiębiorstwo zaznaczyło jednocześnie, że zdarzenie to nie stanowi zagrożenia dla ludzi i środowiska, a wyłączenie STUOŚ nie ma wpływu na sprawne funkcjonowanie oczyszczalni ścieków "Czajka".

Jak poinformowało MPWiK, miesięczny koszt wywozu osadów ściekowych to 1,7 mln zł (wyliczony na podstawie kosztów wywozu od 01.01.2019 r. do 31.08.2019 r.), ale w tym samym okresie spółka nie poniosła miesięcznych kosztów, czyli około 0,8 mln zł, które ponosi, jeśli działa spalarnia.

GIOŚ w związku z awarią w spalarni osadów ściekowych należącej do zakładu "Czajki" zawiadomił CBA. Pismo do Biura wpłynęło 8 września i trwa jego analiza.