W dzisiejszej wojnie o kartę LGBT+ liberalna strona udaje, że może zrobić coś przełomowego, a konserwatywna reaguje na to przesadnie – z powodów wyborczych. Ale same dylematy nie są pozorne.
Ogłoszenie Deklaracji LGBT+ przez platformerskie władze Warszawy w przededniu wyborów europejskich za ”koszmarny błąd„ uznał Roman Giertych. Teoretycznie wystąpił jako cynik doradzający opozycji najskuteczniejszą taktykę. Kluczowe zdanie jego komentarza brzmiało: ”Tematy ideologiczne dzielące Koalicję Europejską są ostatnią nadzieją PiS na utrzymanie władzy„.
Można by podejrzewać, że Giertych występuje mniej jako ekspert od gier politycznych, bardziej jako rzecznik prawicowych poglądów. Jednak jego głos został powitany z uznaniem przez wielu mainstreamowych polityków PO, choćby Włodzimierza Karpińskiego, byłego ministra skarbu (na Twitterze). O tym, że w samej Platformie zdania są podzielone, świadczy choćby odcięcie się od decyzji Rafała Trzaskowskiego jego poprzedniczki, Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wyjątkowo mocno wypowiedział się w tej sprawie sympatyzujący zwykle z PO arcybiskup warszawski Kazimierz Nycz. Zakłopotani są ludowcy. Ich działacze doradzają w mediach społecznościowych mocny sprzeciw i żądają dymisji wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja.