Awantura o edukację seksualną jest w tej chwili elementem kampanii wyborczej. Dopiero gdy opadną emocje, będzie można szukać pola do porozumienia.
Reklama
Magazyn DGP 15.03.19 / Dziennik Gazeta Prawna
Podpisanie przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Deklaracji LGBT+ wywołało prawdziwą burzę, przede wszystkim polityczną, stając się głównym celem ataku PiS. Ale główne ostrze krytyki zostało skierowane przeciwko czwartemu punktowi tej deklaracji, który brzmi: ”Edukacja antydyskryminacyjna i seksualna dostępna w każdej szkole zgodna ze standardami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz aktywne wsparcie kadry szkolnej w zapobieganiu dyskryminacji„.
Sprawę samej deklaracji szybko przykryła jednak kwestia standardów WHO, które są w niej wymienione. Natychmiast pojawiła się krytyka, że dokument idzie za daleko i oznacza, że czterolatki będą się w przedszkolu uczyć masturbacji. Sprzeciw dotyczył także nadmiernej afirmacji odmiennych orientacji seksualnych. Ratusz zapewniał, że ”matryca„ wspomniana w dokumencie to opis etapów rozwojowych dzieci i nastolatków, niezawierający wskazówek edukacyjnych. Postanowiliśmy zbadać dokument i sprawdzić, co w nim może budzić spory i kontrowersje. Przy okazji analizujemy badania rekapitulujące wdrożenie tych rekomendacji w krajach Europy i Azji Centralnej.

Czym jest dokument WHO

Spór budzi dokument ”Standardy edukacji seksualnej w Europie„ wydany przez Biuro Regionalne Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy oraz niemieckie Federalne Biuro ds. Edukacji Zdrowotnej (BZgA) w Kolonii w 2010 r. To zestaw rekomendacji sugerujących, jak należy wprowadzać wychowanie seksualne na różnych poziomach kształcenia. Choć samo to pojęcie jest zbyt wąskie: autorzy dokumentu mówią o podejściu całościowym, w odróżnieniu od edukacji nastawionej jedynie na przygotowanie do życia w rodzinie. ”Standardy…„ dotyczą więc także wpajania postaw związanych z rozwojem płciowym w różnym wieku, kontaktów między ludźmi, budowania relacji, zachowań seksualnych w odniesieniu do kontekstu społecznego, prawnego czy medialnego z uwzględnieniem zagrożeń, np. zdrowotnych lub związanych z przemocą seksualną. W tym sensie dokument stanowi rodzaj podstawy programowej, ale nie jest ona obowiązkowa: ”Przedstawione w standardach założenia powinny zostać dostosowane do konkretnych potrzeb oraz istniejącej w poszczególnych krajach sytuacji„. Dokument mówi także o ścisłej współpracy z rodzicami i społeczeństwem w celu stworzenia przyjaznego środowiska dla edukacji.

Czym ma być edukacja seksualna

”Podstawowym celem edukacji seksualnej jest skupienie się na seksualności jako pozytywnym ludzkim potencjale i źródle satysfakcji i przyjemności„ – można wyczytać w dokumencie. Ma ona dotyczyć współżycia fizycznego, jego bezpieczeństwa, antykoncepcji i planowania rodziny, ostrzegać o niebezpieczeństwach związanych z wykorzystywaniem seksualnym, przypadkowymi kontaktami w internecie, lecz także dostarczyć wiedzy na temat relacji międzyludzkich w tej sferze, np. o związkach rodzinnych. Przekazywane informacje mają być dopasowane do kolejnych stadiów rozwoju płciowego młodego człowieka, tak by pozwalały mu zrozumieć, co się z nim dzieje, oraz przygotować na zmiany, które nadejdą (np. dziewczynki powinny wiedzieć, czym jest miesiączkowanie, zanim wystąpi pierwsza menstruacja). Zapalną sytuację wokół standardów być może częściowo uspokoiłoby wprowadzenie pojęcia edukacji płciowej – może niezbyt szczęśliwe językowo, ale spychające kontekst stosunków fizycznych na dalszy plan.

O co chodzi z matrycą

Najbardziej krytykowanym punktem dokumentu jest tzw. matryca. To wykaz informacji, umiejętności i postaw, jakie powinny być wpojone dziecku w kolejnych etapach rozwoju. Pogrupowane są na grupy: 0–4 lata, 4–6 lat, 6–9 lat, 9–12 lat, 12–15 lat oraz osoby powyżej 15. roku życia, ale autorzy podkreślają, że matryca powinna być stosowana elastycznie. Część nieporozumień z tym związanych bierze się z tego, że przekazywane informacje mają nie rozbudzać zachowań seksualnych, ale jedynie informować dzieci o tym, co się dzieje. W grupie 0–4 lata znalazła się przy tym pozycja: ”Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa„. Wbrew pojawiającym się sugestiom druga część zdania nie obliguje wcale do przedszkolnej nauki masturbacji, ale po prostu zwraca uwagę, że w tym wieku takie zjawisko występuje i jest efektem poznawania przez dziecko własnego ciała.
Matryca zaleca wczesne objaśnienie relacji międzyludzkich związanych z życiem płciowym, takich jak przyjaźń, miłość, rodzaje związków, a także dostarczanie wiedzy w istotnych kwestiach. ”Czteroletnie dziecko może zapytać, skąd się biorą dzieci, a odpowiedź «z brzuszka mamy» jest zazwyczaj wystarczająca i dostosowana do wieku. To samo dziecko może później zacząć się zastanawiać: «W jaki sposób dzieci dostają się do brzuszka mamusi?», i w tym momencie inna odpowiedź będzie dostosowana do wieku. Natomiast odpowiedź «Jesteś jeszcze za mały na takie pytania» nie jest odpowiednia„.
Matryca stosunkowo wcześnie (w wieku 6–9) zaleca mówienie o antykoncepcji, ale w ogólnej formie: ”jest możliwe planowanie i decydowanie o swojej rodzinie„. Dopiero później ta wiedza ma być rozbudowywana i uzupełniana informacjami o niechcianej ciąży i macierzyństwie. W matrycy znajdują się również dane dotyczące osób z odmienną orientacją seksualną i takich związków (np. ”Tożsamość płciowa i orientacja seksualna, w tym coming out/homoseksualizm„). Jest także szeroko poruszony temat: ”Ciąża (także w związkach między osobami tej samej płci) i bezpłodność„.

Jakie są punkty zapalne

Lektura standardów wskazuje na kilka punktów zapalnych, które pojawiły się już w publicznej dyskusji. Potencjalne źródło konfliktu to ogólne podejście, czyli edukacja seksualna jako budowanie afirmacji seksualności w różnych postaciach, co ma być sprzeczne z konserwatywnym światopoglądem. Związane z tym upowszechnienie wiedzy o antykoncepcji i postulat udostępniania jej młodym ludziom jawi się jako namawianie do wczesnej inicjacji i seksualnej rozwiązłości. Jeden z członków rządu mówił o permisywizmie i hedonizmie, jakie miałyby być w ten sposób rozbudzane. Tymczasem według autorów dokumentu jest wręcz przeciwnie: ”Opracowanie wyników badań zawartych w materiałach jasno wskazuje, że zgodnie z większością badań dotyczących edukacji seksualnej przyczynia się ona do opóźnienia inicjacji seksualnej, zmniejszenia częstości kontaktów seksualnych i liczby partnerów seksualnych, a także poprawy zachowań prewencyjnych„.
Kolejny drażliwy punkt to rzekoma promocja środowisk LGBT. Jako cele edukacji seksualnej dokument wymienia: ”Stworzenie społecznego klimatu tolerancji, otwartości i szacunku w odniesieniu do seksualności, różnych stylów życia, postaw i wartości„ oraz ”Respektowanie różnorodności seksualnych, różnorodności związanych z płcią i świadomości dotyczącej tożsamości seksualnej i ról przypisywanych płciom„. Orientacje seksualne są traktowane w dokumencie równoprawnie, co także musi prowadzić do konfliktu z tradycyjnym poglądem o nadrzędnej roli rodziny i zachowań heteroseksualnych. Zresztą autorzy mają świadomość tego konfliktu światopoglądowego, bo zalecają ”krytyczne podejście do norm kulturowych/religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp.„.

Jak miałyby być wdrażane standardy

Ta kwestia, w związku z podpisaniem Deklaracji LGBT+, dotyczy przede wszystkim Warszawy. Po pierwsze, edukacja seksualna ma być nieobowiązkowa, a po drugie – ma pojawić się jedynie w szkołach (a nie, jak obawiali się niektórzy przeciwnicy, w przedszkolach). Pierwszym krokiem ma być program Latarnik, czyli szkolenia psychologów i pedagogów, których zadaniem jest pomoc młodym ludziom dyskryminowanym z powodu swojej faktycznej czy domniemanej orientacji czy tożsamości seksualnej. – Nie będziemy nikogo zatrudniać, bo w szkołach są pedagodzy i psychologowie. Chodzi tylko o to, by dać im wiedzę i rozpropagować informacje w szkołach, do kogo możesz się zgłosić po pomoc, jeśli jesteś ofiarą dyskryminacji lub przemocy – mówi Aldona Machnowska-Góra z warszawskiego ratusza.
Jeśli chodzi o lekcje edukacji seksualnej, to na razie projekt jest w fazie studiów i analiz. W szkołach istnieje już przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, więc urzędnicy najpierw muszą sprawdzić, na ile już uwzględnia on standardy WHO. Dopiero potem zapadną decyzje, w jakim kształcie i z jakim programem stworzona byłaby oferta dla szkół, tak by nie powielać treści. – To byłyby zapewne zajęcia antydyskryminacyjne, które dotyczyłyby także przemocy i nękania ze względu na płeć, orientację czy tożsamość płciową. Taką propozycję przedstawimy szkołom. Udział w tych zajęciach będzie dobrowolny, tak samo jak w przypadku wychowania do życia w rodzinie. Edukacja o prawach człowieka, w tym przeciwdziałanie dyskryminacji, jest obowiązkowym zadaniem szkoły, wynika z podstawy programowej zatwierdzonej przez MEN – podkreśla Aldona Machnowska-Góra.

Jak to wygląda w Europie

WHO w zeszłym roku podsumowało, jak są wdrażane rekomendacje. W większości państw europejskich w mniejszym lub większym zakresie dzieci mają zajęcia z edukacji seksualnej. Ale WHO i BZgA przyjrzały się wnikliwie, jak naprawdę to wygląda w 25 krajach. Oceniano to na bazie ankiety badającej kilka obszarów – od poziomu legislacji, przez dostępność antykoncepcji, po ramy nauczania. Efekty? Zdaniem autorów raportu od 2000 r. nastąpił progres: w 21 krajach istnieje strategia dotycząca edukacji seksualnej. W ośmiu państwach w mniejszym lub większym stopniu wykorzystano standardy WHO/BZgA. Jednak tylko w przypadku czterech krajów można mówić o prawdziwie kompleksowej edukacji: nauczanie jest dostosowane do wieku i rozwoju, służy budowaniu kompetencji poprzez wyjaśnianie wartości i norm (w tym także społecznych). Ponadto uwzględnia takie tematy, jak role płciowe, różnorodność orientacji seksualnych i wzajemna zgoda na kontakty seksualne. Większość kryteriów wymienionych w normach jest mniej lub bardziej spełniona w krajach skandynawskich, Holandii, Belgii, Niemczech, Austrii, Szwajcarii, a ostatnio – co ciekawe – także w Albanii.
W większości państw edukacja płciowa pozostawia jednak wiele do życzenia. Szwankuje na przykład szkolenie nauczycieli, a ich rola jest kluczowa dla realizacji takich założeń. Tylko w kilku krajach (zwłaszcza w Finlandii i Estonii) kształcenie nauczycieli w zakresie edukacji seksualnej zostało zinstytucjonalizowane, przyszli pedagodzy uczą się tego na studiach. W większości innych państw nauczyciele są szkoleni albo podczas kursów różnej jakości, albo wcale.
Edukacja seksualna rozpoczyna się zazwyczaj w szkole podstawowej i koncentruje się na wiedzy o ciele ludzkim, jego funkcjach i zmianach w okresie dojrzewania, a także na relacjach międzyludzkich. Tematy związane ze stosunkiem seksualnym, takie jak antykoncepcja lub profilaktyka chorób przenoszonych drogą płciową, są z reguły poruszane tylko w szkołach średnich. Tematy te są prawie zawsze nauczane przed pierwszym stosunkiem seksualnym młodych ludzi. W niemal wszystkich krajach edukacja seksualna jest zintegrowana z innymi, szerszymi przedmiotami nauczania, rzadko jest to samodzielny przedmiot.

Seksualizacja czy dojrzałość

Wprowadzenie edukacji seksualnej do szkół często spotyka się z silnym oporem. Tak było w Albanii, gdzie protestowali rodzice, ale również nauczyciele, którzy uważali, że może to zachęcać do zbyt wczesnego rozpoczynania życia płciowego. Ministerstwo edukacji, przy wsparciu organizacji pozarządowych, postawiło jednak na swoim. Od 2015 r. przeszkolono ponad 3 tys. nauczycieli. Program ”Umiejętności życiowe i edukacja seksualna„ był najpierw pilotowany w kilku szkołach. Uczniowie po takich lekcjach deklarowali, że są świadomi, że seksualność nie oznacza tylko seksu, lecz dotyczy także komunikacji, władzy i świadomych wyborów. Uważali, że dzięki temu stali się lepiej przygotowani do podejmowania świadomych decyzji dotyczących ich życia seksualnego. Przed wprowadzeniem przedmiotu do szkół prowadzone były kampanie telewizyjne, społeczne i akcje w mediach społecznościowych.
Jako modelowy przykład kraju wprowadzającego edukację seksualną wskazywana jest Estonia. Tam program dotyczy nie tylko rozwoju płciowego. Oficjalne cele przedmiotu ”Edukacja osobista, społeczna i zdrowotna„ to budowanie kompetencji osobistych i społecznych, rozwój fizyczny i psychiczny, zdrowy tryb życia, umiejętność zapobiegania ryzykownym zachowaniom, wpajanie ogólnych wartości, takich jak uczciwość, troska o innych, odpowiedzialność i sprawiedliwość. Na przykład dzieci w wieku 7–9 lat uczą się umiejętności komunikacyjnych, mówienia o swoich uczuciach, doceniania relacji rodzinnych, a także protestowaniu przeciw krzywdzącym zachowaniom, przy okazji poruszane są tematy zmian psychicznych i fizycznych podczas dojrzewania oraz seksualności.
Elementy edukacji seksualnej są uwzględniane również na zajęciach z biologii, tak aby pod koniec szkoły średniej uczniowie posiadali wiedzę na temat reprodukcji, metod antykoncepcji i umiejętności planowania rodziny. Edukacja jest powszechna, niedawne badanie w grupie kobiet między 16. a 24. rokiem życia wykazało, że tylko 2 proc. nie otrzymało edukacji seksualnej w szkole, a około trzy czwarte badanych kobiet uznało, że ta nauka była wystarczająca.

Bunt i rekomendacje

Polska nie jest jedynym krajem, w którym kwestia edukacji seksualnej budzi opór i wywołuje kontrowersje. Z badania WHO i BZgA wynika, że tylko w pięciu krajach respondenci uważali, że istnieje zgoda w sprawie tego, jak ma wyglądać edukacja seksualna. W połowie państw sprzeciw wobec przedmiotu był poważny. Gdy cztery lata temu w Bułgarii wprowadzano obowiązkową edukację seksualną, autorzy wytycznych programu zasiedli nawet na ławie oskarżonych. Wśród przeciwników dominowały środowiska religijne związane z Kościołem prawosławnym, a największe kontrowersje wzbudzała kwestia antykoncepcji oraz poruszenie tematów związanych z LGBT.
Powody sprzeciwu we wszystkich państwach są podobne – obok wyżej wymienionych kwestii spornych tak samo jak w Polsce pojawiają się głównie dwa motywy: obawa przed seksualizacją dzieci i zachęcaniem do podejmowania wcześniejszego współżycia, ale też przekonanie, że takimi sprawami powinni zajmować się rodzice, a nie szkoła. Eksperci WHO przekonują, że pierwszy punkt to powielany mit, a międzynarodowe badania, m.in. opublikowane przez UNESCO, wyraźnie wskazują, że wczesne rozpoczęcie kontaktów seksualnych nie ma nic wspólnego z obecnością edukacji seksualnej. Wyniki raportu pokazują wręcz odwrotny trend: dwa kraje o najniższym odsetku młodych ludzi, którzy rozpoczęli kontakty płciowe w wieku 15 lat, czyli Holandia i Szwajcaria, od dłuższego czasu prowadzą kompleksowe programy edukacji seksualnej. W krajach, w których ten obszar został zaniedbany, nastolatkowie szybko i często nierozważnie nawiązują relacje seksualne (w Bułgarii w tej grupie wiekowej pierwsze kontakty seksualne ma za sobą 30 proc. nastolatków).
Połowa młodych ludzi korzysta z prezerwatyw. I tu widać duże zróżnicowanie: w Albanii po antykoncepcję sięgnęła połowa, w Szwajcarii dotyczyło to 81 proc. osób. Korzystanie z pigułki jest popularne przede wszystkim w Europie Zachodniej, w niektórych krajach młodzież używa obu metod antykoncepcji jednocześnie. Dotyczy to w szczególności Niemiec, Holandii, Austrii, Belgii i Szwajcarii. Są to również kraje o bardzo niskim wskaźniku urodzin w grupie nastolatków. Zaś sytuacja, w której dzieci rodzą dzieci, jest bezpośrednio skorelowana z niskim wskaźnikiem korzystania z antykoncepcji.

Więcej o uczuciach

Mniej o seksie, więcej o uczuciach i relacjach – to główne rekomendacje WHO w sprawie edukacji. Dalsze wskazania to obniżanie wieku nauczania przedmiotu: głównie w celu poznawania etapów rozwoju ciała, by w ramach programu piętnastolatkowie mogli przejść do zagadnień stricte seksualnych.
W rekomendacjach pojawia się propozycja, aby przeprowadzić wnikliwe badania, które odpowiedziałyby na wątpliwości w kwestii seksualizacji. ”Ponieważ wciąż istnieje powszechne błędne zrozumienie wpływu i korzyści edukacji seksualnej, należy przedstawić decydentom i społeczeństwu mocne dowody naukowe„ – piszą autorzy raportu.
Jedną z kluczowych rzeczy, o których pisze WHO, jest nacisk na szkolenie nauczycieli. ”Tematy są wrażliwe i nie każdy może im sprostać. Nauka polega nie tylko na przekazywaniu wiedzy, lecz także umiejętności dyskutowania o emocjach, rozwijaniu krytycznego myślenia etc.„. W praktyce jedynie w trzech z 25 przebadanych przez WHO państw nauczyciele byli odpowiednio przygotowani. W pozostałych krajach większość wykładowców nie została przeszkolona lub uczestniczyła tylko w jednodniowym kursie. W niektórych krajach (zwłaszcza w Finlandii i Estonii) nauczanie seksualności jest włączone do programów wszystkich instytucji kształcących nauczycieli.
W większości państw edukacja seksualna nadal koncentruje się przede wszystkim lub prawie wyłącznie na biologicznych aspektach reprodukcji, profilaktyce HIV i innych chorób przenoszonych drogą płciową oraz niechcianej ciąży, tymczasem należałoby poszerzyć obszar tematyczny. Zdaniem WHO i BZgA należy się zająć także równością płci, wzajemną zgodą na kontakty seksualne, seksualnością w internecie i mediach społecznościowych, prawami człowieka (zwłaszcza dostępem do aborcji) oraz problemami wykorzystywania seksualnego.
Przegląd obu dokumentów i temperatura politycznego sporu wokół standardów wychowania seksualnego WHO pokazują, że w tej chwili racje obu stron wydają się nie do pogodzenia, bo rządzi logika kampanijna. Poziom napięcia jest tak duży, że strony sporu operują kliszami i stereotypami. Sprawa jest instrumentalnie wykorzystana do podsycania politycznego konfliktu. Jednak spokojna lektura rekomendacji pokazuje, że gdy opadą emocje, można merytorycznie podyskutować i szukać różnych pól kompromisu między stronami.