W ten weekend liczba żołnierzy Obrony Terytorialnej przekroczyła 17 tys. Z tego 3 tys. to żołnierze zawodowi, a 14 tys. to ochotnicy, których udało się przekonać do tego, by włożyli mundur i poświęcili swój czas na podstawowe ćwiczenia wojskowe.
To, że ta formacja po niecałych trzech latach od powstania jest tak liczna, jest olbrzymim sukcesem, który trzeba docenić. I nawet jeśli Obrona Terytorialna kojarzy się z – delikatnie mówiąc – niezbyt fortunnymi wypowiedziami ministra Antoniego Macierewicza o powstrzymywaniu rosyjskiego specnazu, nazwa „terytorialsi” jest zbrodnią na języku polskim, a opozycja widzi w niej „prywatną armię Macierewicza”, nie znaczy to, że należy ją zaorać, a projekt zakończyć.
Wczoraj na łamach DGP pisaliśmy, że w dokumentach przygotowanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej na rok 2019 maksymalną liczbę żołnierzy Terytorialnej Służby Wojskowej (czyli ochotników) w OT ustalono na nieco ponad 17 tys. Oznacza to, że rozwój tej formacji radykalnie wyhamuje. Kilka miesięcy wcześniej mówiono, że w 2019 r. ma się powiększyć o 10 tys. żołnierzy. Nawet jeśli dokumenty zostaną zmienione, warto ten moment wykorzystać i dokonać podsumowań.