Można się śmiać ze zdjęć. Faktycznie, gdy prezydent Trump siedzi, a obok niego Andrzej Duda stoi, jest to delikatnie mówiąc, mocno niefortunne. Już nawet nie wspominając o tym, że dokument nie zawiera żadnego konkretu. Można się naigrywać z retorycznej zagrywki „Fort Trump”. Niektórzy taką postawę mogą nazwać wazeliniarstwem. Choć zapewne dzięki temu prezydent USA przynajmniej będzie pamiętał temat spotkania.



Niedocenianym sukcesem wizyty w Stanach Zjednoczonych jest wyniesienie tematu stałej obecności wojskowej sił USA. Jeszcze kilka miesięcy temu podobne rewelacje – zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie – odbijały się szerokim echem. Teraz, metodą stopy w drzwiach i powolnych kroków, rozpoczętych jeszcze na szczycie NATO w Walii w 2014 r., stronie polskiej udało się wprowadzić tę kwestię na agendę. Choć warto też zauważyć, że jeden z byłych ministrów obrony w rozmowie z DGP krytykuje efekciarstwo i podkreśla, że Pentagon nie lubi być zaskakiwany i rozgrywany. A to może wyglądać trochę tak, jakbyśmy amerykańskim wojskowym na siłę sprzedawali rozwiązanie, które niekoniecznie jest po ich myśli.