PiS wyciąga wnioski z potknięć w wyborach i chce zmienić kurs w sprawie sądownictwa. Możliwe jest wyciąganie konsekwencji za porażki w miastach
Reklama
Najważniejszą lekcją z kampanii, jaką odebrali politycy PiS, było to, że w efekcie sporu z UE tracili poparcie własnych zwolenników i skutecznie mobilizowali przeciwników. To było widać zwłaszcza w drugiej turze wyborów. – Dochodziło do sytuacji, w której nasi kandydaci w miastach dostawali mniej głosów, niż wcześniej udało się zdobyć kandydatom do sejmików – zwraca uwagę polityk PiS. W partii panuje przekonanie, że temat polexitu – jaki pojawił się w związku z wnioskiem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego przed pierwszą turą – nabrał mocy i zaciążył na wynikach.
W ocenie PiS sprawę można wyciszyć – zrealizować wskazane przez trybunał środki tymczasowe, a później stopniowo wygasić spór.
– To postanowienie jest adresowane do polskiego państwa, które, by je wykonać, musi stworzyć podstawę ustawową przywrócenia sędziów w stanie spoczynku do orzekania w Sądzie Najwyższym – mówi poseł PiS Marek Ast. Wicepremier Jarosław Gowin we wczorajszej „Rozmowie Piaseckiego” w TVN 24 podkreślał, że jest bardzo prawdopodobne, iż nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym wdrażająca środki tymczasowe TSUE pojawi się do 19 listopada. Czyli w dniu, w którym Polska ma przekazać Komisji Europejskiej, jakie środki podjęła, by wdrożyć środki tymczasowe TSUE.
– Dyskutujemy, jak ta ustawa będzie wyglądała. Nie mamy jeszcze na stole gotowych projektów, a zleciliśmy ich parę, ale to jest kwestia dosłownie dni, kiedy usiądziemy nad nimi i będziemy się zastanawiać – podkreślał Gowin. Chodzi o to, w jaki sposób wdrożyć środki tymczasowe, by nie budziło to żadnych wątpliwości. Z punktu widzenia logiki rządu to zadanie należy do kompetencji resortu sprawiedliwości. Aktywny na tym polu jest jednak premier Gowin.
Jak usłyszeliśmy, na razie rząd szykuje stanowisko na 16 listopada, kiedy przed TSUE odbędzie się wysłuchanie stron. Dopiero potem mają zapaść decyzje, jaki będzie kształt ustawy i kto ma ją konkretnie przygotować. Z otoczenia kancelarii premiera można usłyszeć, że powinien to być właśnie resort sprawiedliwości, by potem nie dystansował się do przyjętych rozwiązań.
Ten spór może mieć wpływ na pozycję Zbigniewa Ziobry
W rządzie i w PiS trwa wewnętrzna dyskusja na temat strat, jakie spowodował wpływ wniosku Zbigniewa Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie TSUE. Sam wniosek trafił do TK w końcówce sierpnia, ale na początku października prokurator generalny poszerzył jego zakres. 15 października MSZ wysłał do TK swoją opinię w tej sprawie, a następnego dnia trybunał wysłał poszerzony wniosek prokuratora generalnego do rzecznika praw obywatelskich. 17 października – cztery dni przed pierwszą turą wyborów – wniosek opisały media, wywołując burzę i oskarżenia opozycji o polexit.
Z kolei przed drugą turą w mediach została nagłośniona opinia MSZ jako konfrontacyjna wobec wniosku prokuratora generalnego. Osoby zbliżone do resortu sprawiedliwości tłumaczą, że nie było wcześniej praktyki, by na tak wczesnym etapie rozpatrywania sprawy przez trybunał, gdy nie ma jeszcze terminu sprawy – upubliczniać pisma, a trybunał musiał sobie zdawać sprawę, że jeśli zostaną one ujawnione, to mogą być nagłośnione i wykorzystane w kampanii wyborczej.
Z naszych obserwacji wynika, że jeśli chodzi o publikację dokumentów, taka reguła nie jest obowiązująca i trybunał nie ma tu jednolitej praktyki. – Minister musiał zdawać sobie sprawę, że jeśli wysyła wniosek, a zwłaszcza jeśli trafi on do rzecznika praw obywatelskich, to opinia publiczna się o nim dowie – zwraca nam uwagę jeden z urzędników rządowych.
Ten spór może mieć wpływ na polityczną pozycję szefa resortu sprawiedliwości. Przez mobilizację elektoratu anty-PiS w Warszawie, na co wpływ miała kwestia rzekomego polexitu oraz kandydatura Patryka Jakiego z partii Zbigniewa Ziobry – PiS stracił w stolicy władzę w części dzielnic, a na Mazowszu nie udało mu się zdobyć dodatkowych mandatów radnych gwarantujących większość w sejmiku.
W partii powstaje pytanie, jak będą wyglądały powyborcze rozliczenia zwłaszcza w tych miastach, w których PiS powinien wygrać. Nikt nie spodziewał się sukcesu w Warszawie czy Krakowie, ale utrata Siedlec, w których kandydował syn ministra energii Karol Tchórzewski przy wsparciu władz PiS, jest porażką. Podobna sytuacja jest w Przemyślu, czyli mateczniku Marka Kuchcińskiego, w którym sensacyjnie prezydentem został Wojciech Bakun z Kukiz’15, pokonując kandydata PiS Janusza Hamryszczaka. Część polityków prawicy uważa, że może to oznaczać presję na zmianę warty w PiS i przesunięcie w cień polityków, którzy zawiedli.