Anna Zalewska była w poniedziałek gościem Polskiego Radia 24, gdzie była pytana m.in. o szkoły branżowe. Jak zaznaczyła szkoły tego typu "oczywiście są", ale nie są jeszcze takie, "jak chcieliby pracodawcy".

Zaznaczyła jednak, że duże firmy i spółki są gotowe dokładać się do systemu edukacji. "Chcą żeby młodzi ludzie byli u nich w pracy, a oni żeby mogli w tej pracy szkolnej uczestniczyć, ewentualnie móc wesprzeć finansowo nauczycieli, którzy będą przygotowywać przyszłych pracowników" - oceniła Zalewska. Dodała, że pracodawcy mogą nauczycielowi, który kształci ich potencjalnych pracowników dopłacać do pensji.

Zalewska poinformowała, że zmiany dotyczące szkół branżowych zostały przedyskutowane z "ponad tysiącem pracodawców", z udziałem których będą pisane również podstawy programowe, "bo to oni wiedzą, czego należy uczyć i jak uczyć".

Reklama

"Mamy nadzieje na uwolnienie i na uelastycznienie szkoły branżowej tak, że w 2019 (roku - PAP) będziemy w zupełnie innej rzeczywistości. Nie ukrywam, że chcemy również, aby wzrosły różnego rodzaju elementy finansowe" - dodała Zalewska.

Na pytanie prowadzącego ile na praktyce zawodowej zarabia polski uczeń, a ile niemiecki odpowiedziała, że w Polsce maksymalnie "powyżej 300 zł" zaś w szkole niemieckiej 820 euro. Szefowa resortu edukacji zaznaczyła jednak, że chciałaby, aby wypłaty w Polsce zostały podniesione.

Zaznaczyła również, że obecnie na szkoły branżowe i technika decyduje się ponad 52 proc. uczniów danego rocznika kończącego gimnazjum. "Wiedzą, że od razu po tej szkole mogą być prezesem swojej własnej firmy, tego też uczymy i uczyć będziemy " - dodała.(PAP)

autor: Marcin Chomiuk