Premier Węgier może zbudować nowe unijne ugrupowanie, które zmieni układ sił w europarlamencie.
Po tym, jak politycy z Holandii, Niemiec i Finlandii wchodzący w skład Europejskiej Partii Ludowej (EPP) zaczęli ciepło wypowiadać się o możliwym zawieszeniu członkostwa węgierskiego Fideszu w EPP, Viktor Orbán zagroził budowaniem paneuropejskiej partii antyimigranckiej. Jak relacjonuje Eszter Zalan z portalu EUobserver, oficjalnie premier tłumaczył taki ruch koniecznością powrotu EPP do korzeni chrześcijańskich. Zasugerował również, że nowe ugrupowanie mogłoby wziąć udział w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jeśli powstanie i uda mu się popłynąć na populistycznej fali, tradycyjna EPP straci na znaczeniu w nowym PE.
Na razie dla Orbána EPP jest wygodnym instrumentem do pacyfikowania antywęgierskich nastrojów w Brukseli. Partia umożliwia – biegle władającemu angielskim i doskonale dogadującemu się z liderami unijnej prawicy – premierowi lobbowanie przeciw planom rozpoczęcia procedury ochrony państwa prawa wobec Węgier. Część EPP traci jednak cierpliwość do polityki Budapesztu. Czerwonymi liniami, o których wspominali politycy z Holandii, Niemiec i Finlandii, są węgierskie przepisy umożliwiające karanie za pomoc uchodźcom i walka z Uniwersytetem Środkowoeuropejskim sponsorowanym przez milionera George’a Sorosa. Krytycznie oceniany jest również model klientelizmu opisany przez „Financial Times”, który zakłada uwłaszczanie się bliskich współpracowników Orbána na przetargach współfinansowanych z unijnych pieniędzy. Nieoficjalnie politycy EPP przyznają, że milczenie w sprawie Węgier w momencie, gdy bez taryfy ulgowej grillowana jest Polska, to podwójne standardy.
Reklama
Możliwości naciskania na Orbána poprzez EPP mają jednak swoje granice. Lider ugrupowania Manfred Weber ma ambicje, by w przyszłości objąć stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Rebelia i próba budowania ruchu antymigranckiego przez węgierskiego premiera wiązałaby się z koniecznością ich porzucenia.
Co więcej, plan budowy paneuropejskiej partii antyimigranckiej marginalizującej EPP nie jest jedynie fantasmagorią. Szefem MSW w sąsiadującej z Węgrami Austrii jest brunatny i jednoznacznie antyimigrancki Herbert Kickl (zasłynął stwierdzeniem, że ubiegający się o azyl powinni zostać „skoncentrowani w jednym miejscu”, co odebrano jako nawiązanie do retoryki nazistowskiej), a kanclerzem podobnie zapatrujący się na migracje Sebastian Kurz.

Reklama
We Włoszech z tylnego siedzenia rządem Giuseppe Conte kieruje zwolennik zamknięcia granic i radykalnych metod w powstrzymywaniu napływu przybyszów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu Matteo Salvini.
W Niemczech podobne poglądy ma wywodzący się z CSU szef resortu spraw wewnętrznych Horst See hofer, który zagroził Angeli Merkel wyjściem z rządu, jeśli liberalna polityka migracyjna nie zostanie zaostrzona.
Podobne poglądy mają również politycy rządzący w Polsce, Czechach i na Słowacji. Potencjalnie budowane przez Orbána ugrupowanie mogłoby być również trampoliną dla jego kariery europejskiej. W warunkach dominacji tradycyjnych partii takich jak EPP objęcie przez węgierskiego premiera któregoś z kluczowych stanowisk w Unii wydaje się mało realne. Przemodelowanie sceny politycznej i wprowadzenie na nią zupełnie nowego podmiotu zmienia układ sił i zwiększa szanse Węgra.