Nie trzeba przypominać o wychowawczej roli sportu. Przez swoją postawę wychowawcami najmłodszych są również ich sportowi idole
„Lepiej być idolem niż kibolem” – powiedział Kamil Stoch podczas dziecięcej debaty z udziałem kadry polskich skoczków narciarskich. Tymi słowami utytułowany zawodnik dowcipnie podsumował spotkanie, które odbyło się w kwietniu w warszawskim Muzeum Sportu i Turystyki (relacja na s. 2–3). Gdyby nawet zgromadzeni w muzeum młodzi sportowcy skłaniali się w stronę drugiej możliwości, ich napięty rozkład zajęć, w którym trzeba godzić intensywne treningi ze szkolnymi obowiązkami, bardzo utrudniałby wdawanie się w bójki czy dopuszczanie się aktów wandalizmu. Należy dodać, że sport uprawiany przez dzieci daje upust nadmiarowej energii i trudnym emocjom, których dzięki niemu nie trzeba rozładowywać w inny sposób. Gdy codziennie wraca się do domu zmęczonym, nie w głowie wybryki... Można na tej podstawie wywnioskować, że systematycznie trenującym dzieciom nie powinna grozić przyszłość kibola, natomiast idola, o którym wspomniał znany skoczek narciarski, dużo prędzej. Poza tym młodzi ludzie nie po to rezygnują ze spotkań z rówieśnikami czy leniwego odpoczynku przed telewizorem na rzecz uprawianej dyscypliny, by skończyć, dewastując stadiony... Zresztą oni trenują po to, by w przyszłości znaleźć się na stadionie (albo basenie, korcie lub skoczni) nie w roli fana, lecz oglądanego przez tłumy zawodowca.
Na kim mogą się dziś wzorować młodzi pasjonaci sportu i kogo uznaje się za prawdziwe autorytety w tej dziedzinie? Odpowiedzi na to pytanie stara się udzielić Grupa LOTOS – koncern znany z tego, że wspiera polskich sportowców, i to zarówno utytułowanych profesjonalistów, jak i adeptów różnych dyscyplin: kolarstwa, narciarstwa, piłki nożnej, sportów motorowych oraz tenisa ziemnego.