W piątek Kim Dzong Un jako pierwszy północnokoreański przywódca przekroczy granicę z Koreą Płd., by spotkać się z prezydentem tego kraju Mun Dze Inem. Historyczny szczyt może być początkiem denuklearyzacji i procesu pokojowego na Półwyspie Koreańskim.

Jeszcze w ubiegłym roku reżim, który ogłosił się mocarstwem nuklearnym, podkreślał, że może zaatakować bronią jądrową całe kontynentalne terytorium Stanów Zjednoczonych. W tym roku jednak wszedł na drogę dyplomacji, która może zapoczątkować proces normalizacji stosunków z Koreą Płd. i USA po dekadach napięć i wrogości.

Według ekspertów spotkanie Kima z Munem przebiegnie w cieniu planowanego na maj lub czerwiec szczytu dyktatora z prezydentem USA Donaldem Trumpem, które – jeśli do niego dojdzie - będzie pierwszym spotkaniem przywódców tych państw w historii.

Wciąż jest to jednak wydarzenie olbrzymiej wagi. Oba państwa koreańskie nie utrzymują stałych kontaktów wysokiego szczebla, a ich przywódcy spotykali się wcześniej tylko dwukrotnie – w 2000 i 2007 roku w Pjongjangu. „Szczyt między obiema Koreami nada ton szczytowi Trump-Kim” - ocenił specjalista w dziedzinie stosunków międzynarodowych i redaktor portalu Diplomat Ankit Panda.

Reklama

Będzie to również pierwsze spotkanie Kima z zagranicznym przywódcą, nie licząc jego niedawnej wizyty w Pekinie, gdzie rozmawiał z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem. O ile spotkanie z Xi było okryte tajemnicą i ogłoszone dopiero po zakończeniu, szczyt z Munem będzie transmitowany na żywo i pilnie obserwowany przez międzynarodowe media.

Reklama

„Mun będzie się starał jak najlepiej wykorzystać tę okazję i spróbuje położyć fundamenty pod możliwą poprawę stosunków pomiędzy Koreą Płn. a Koreą Płd. oraz pod porozumienie między Koreą Płn. a USA” - ocenił w komentarzu przesłanym PAP politolog, specjalista od spraw koreańskich z Uniwersytetu Lingnan w Hongkongu Brian Bridges.

Jego zdaniem Kim potwierdzi wcześniejszą zapowiedź wstrzymania prób jądrowych i międzykontynentalnych rakiet balistycznych, ale nie poda konkretów co do rozbrojenia nuklearnego, zostawiając ten temat na spotkanie z Trumpem. Komentatorzy podkreślają, że od zaprzestania prób do wyzbycia się arsenału jądrowego jest jeszcze daleka droga, a wielu ekspertów sceptycznie ocenia szanse, że Kim rzeczywiście zrezygnuje z broni, nad którą jego reżim pracował od dekad.

Może się natomiast zgodzić na część postulatów Korei Płd., dotyczących połączenia ok. 60 tys. członków rozdzielonych rodzin, wymiany kulturalnej i sportowej czy ponownego otwarcia obszaru Kaesong, gdzie obie Koree współpracowały w przemyśle. Mun z kolei może obiecać Kimowi jakiś rodzaj „pomocy humanitarnej”, ale nie będzie w stanie znieść sankcji gospodarczych nałożonych na reżim rezolucjami Rady Bezpieczeństwa ONZ - napisał Bridges.

Państwa koreańskie wciąż są formalnie w stanie wojny, gdyż konflikt z lat 1950-1953 zakończył się jedynie podpisaniem rozejmu. Miało to miejsce w tym samym miejscu, we wsi Panmundżom na linii demarkacyjnej, gdzie w piątek Kim spotka się z Munem. Prezydent Korei Płd. deklarował wcześniej, że będzie dążył do zawarcia układu pokojowego, a Kim – że chce „napisać nową historię” w kwestii zjednoczenia Korei.

„Spodziewałbym się dyskusji na temat rozpoczęcia negocjacji w sprawie układu pokojowego oraz ogólnych odniesień do przyszłego zjednoczenia” - ocenił Bridges. Ewentualny formalny układ pokojowy wymagałby jednak współpracy wszystkich stron, które brały udział w wojnie i podpisały rozejm, a więc również USA i Chin, których dwustronne relacje są obecnie coraz bardziej napięte, szczególnie w kwestiach handlowych.

Spotkanie Kima z Munem, a później również z Trumpem, oraz ewentualne postępy, jakie mogą z nich wyniknąć, wzbudzają obawy Pekinu o utratę wpływu na Pjongjang – uważa część ekspertów. Korea Płn. jest dla Chin strefą buforową, oddzielającą je m.in. od prawie 30 tys. stacjonujących w Korei Płd. amerykańskich żołnierzy. „Wielu chińskich ekspertów obawia się zjednoczonej Korei w relacji sojuszniczej ze Stanami Zjednoczonymi i z amerykańskimi wojskami pozostającymi na półwyspie” - powiedział ekspert w sprawach koreańskich z Centrum Tsinghua-Carnegie w Pekinie Zhao Tong, cytowany przez brytyjski dziennik „Financial Times”.

Japońskie media spekulowały na temat scenariusza, w którym Pjongjang przejdzie na stronę USA i zwróci się przeciwko Chinom. Eksperci są jednak sceptyczni, czy taki obrót spraw jest możliwy, choćby dlatego, że przez Chiny przechodzi 90 proc. handlu zagranicznego Korei Płn. „Kim, podobnie jak jego ojciec i dziadek, zdaje sobie sprawę, że przetrwanie jego kraju wymaga rozgrywania mocarstw przeciwko sobie, by wyprowadzać je z równowagi. (…) Z pewnością chce się dogadać z USA, ale wie, że nie może odciąć relacji z Chinami” - ocenił Bridges.