Martin Schulz marzył o karierze zawodowego piłkarza, ma za sobą trudną młodość, ponad 20 lat spędził w Parlamencie Europejskim, a na początku tego roku rzucił wyzwanie Angeli Merkel. Jego walka o fotel kanclerza Niemiec skończy się najpewniej dotkliwą porażką.
Reklama

61-letniemu socjaldemokracie trudno odmówić serca do walki. Kandydat SPD na kanclerza od miesięcy przemierza Niemcy wzdłuż i wszerz, zaliczając dziennie po kilka wieców wyborczych i spotkań, podczas których, w przeciwieństwie do Merkel, nie stroni od bezpośrednich kontaktów z wyborcami.

Bez marynarki, z podwiniętymi rękawami koszuli, na placach małych miasteczek socjaldemokrata będący symbolem niemieckiego "self-made mana" dyskutuje z mieszkańcami o niskich zarobkach, braku miejsc w przedszkolach, zaniedbanych szkołach i niewystarczających do przeżycia emeryturach. "Niemcy mają się dobrze, ale nie wszystkim Niemcom powodzi się dobrze" - powtarza.

Schulz sprawia wrażenie "cieszącego się zaufaniem sąsiada", łatwo nawiązuje kontakt z otoczeniem, nie ukrywa emocji i nie unika sporów, a w dodatku ma wdzięk człowieka krytycznego wobec elit - ocenia politolog Karl-Rudolf Korte. Jego styl jest dokładnym przeciwieństwem stylu Merkel - dodaje.

Aktywność polityka nie przekłada się jednak w żaden sposób na wyniki sondaży, a słupek poparcia dla jego SPD zaledwie nieznacznie przekracza poziom 20 proc., a to o kilkanaście punktów procentowych za mało, by zagrozić partiom chadeckim CDU i CSU kanclerz Merkel.

Schulz sprawia czasami wrażenie Hioba, którego starotestamentowy Bóg wystawił na najcięższą próbę - pisze agencja dpa. Nie pomógł mu nawet jedyny w tej kampanii pojedynek telewizyjny z Merkel, który miał być punktem zwrotnym w wyścigu po urząd kanclerski w Berlinie.

W dyskusji z szefową rządu Schulz pokazał zbyt mało zadziorności, a nawet wycofał się z postawionego wcześniej publicznie zarzutu, że Merkel unikając debaty na ważne dla kraju sprawy, stanowi zagrożenie dla demokracji.

SPD tworzy obecnie z CDU i CSU wspólny rząd i chociaż Schulz nie piastuje żadnego stanowiska ministerialnego, to jego krytyka Merkel nie brzmi zbyt przekonująco.

Na początku kampanii przez pewien czas wydawało się, że Schulzowi uda się to, czego nie dokonali jego poprzednicy - Frank-Walter Steinmeier w 2009 roku i Peer Steinbrueck w 2013 roku, czyli odsunięcie Merkel od władzy.

Gdy w styczniu partia nominowała Schulza na kandydata na kanclerza - czego dokonano przy niespotykanym w historii SPD, stuprocentowym poparciu - notowania socjaldemokratów skoczyły do rekordowych 30 proc. W bezpośrednim porównaniu sondażowym polityk SPD zdobywał więcej głosów niż jego niepokonana dotąd rywalka.

Zauroczenie Schulzem nie trwało jednak długo. Trzy przegrane SPD w wyborach regionalnych oraz chybiona kampania pod hasłem "więcej sprawiedliwości" sprowadziły kandydata z powrotem na ziemię. Okazało się, że większość wyborców nie uważa braku sprawiedliwości za najważniejszy problem.

Schulz nie mógł wykorzystać w kampanii kryzysu migracyjnego, ponieważ SPD przez cały czas popierała politykę otwartych granic dla uchodźców. Jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa i walkę z przestępczością, wyborcy tradycyjnie liczą bardziej na chadeków niż na socjaldemokratów.

Martin Schulz urodził się w Wuerselen pod Akwizgranem w zachodnich Niemczech. W młodości marzył o karierze piłkarza, jednak poważna kontuzja łąkotki przekreśliła te plany.

W tym czasie bezrobotny młody mężczyzna wpadł w alkoholizm i porzucił szkołę bez egzaminu maturalnego. "Byłem moczymordą" - przyznaje otwarcie polityk, nie ukrywając swojej niechlubnej przeszłości. Po opanowaniu kryzysu, czego - jak podkreśla - dokonał "własnymi siłami", wyuczył się zawodu księgarza i prowadził przez wiele lat własną księgarnię w rodzinnym Wuerselen.

W 1987 roku Schulz został burmistrzem swojego rodzinnego miasta. Po ponad 10-letnim sprawowaniu tej funkcji zdobył mandat do Parlamentu Europejskiego. Od 2012 roku do stycznia 2017 roku był szefem PE.

Do historii przeszła jego polemika w 2003 roku w Parlamencie Europejskim z premierem Włoch Silvio Berlusconim, w której niemiecki europoseł krytykował dyktatorskie zapędy Włocha, a ten zrewanżował mu się ofertą roli kapo w produkowanym przez siebie filmie.

O ile porażka Schulza w wyborach w niedzielę jest niemal pewna, o tyle jego powyborcza przyszłość jest wielką niewiadomą. Schulz zapowiedział, że chciałby pozostać na stanowisku szefa SPD. W przypadku bardzo słabego wyniku w wyborach w partii może jednak dojść do rewolty i usunięcia Schulza, co pozwoli SPD na spokojną "regenerację" w opozycji.

Jeśli natomiast socjaldemokraci uzyskają wynik lepszy od tego sprzed czterech lat (25,7 proc.), a Merkel zdecyduje się na kontynuację wspólnego rządu z SPD, przed Schulzem otworzą się nowe perspektywy.

Schulz ma dwoje dzieci, a jego żona Inge, z którą jest w związku od ponad 30 lat, pochodzi z Polski.