Muzułmanie Rohingya zaatakowali w piątek siły bezpieczeństwa Birmy w kilku miejscach w niespokojnym regionie na zachodzie kraju. Zginęło co najmniej 21 rebeliantów i 11 członków sił bezpieczeństwa - podała armia. To najkrwawsze starcia od miesięcy.

Według wojska muzułmańscy bojownicy przeprowadzili skoordynowane ataki na 24 policyjne punkty kontrolne i przejścia graniczne oraz na jedną bazę wojskową w stanie Rakhine (Arakan).

W niektórych miejscach w piątek rano walki wciąż trwały. Wojsko poinformowało, że w atakach zginął jeden żołnierz, 10 policjantów i 21 rebeliantów. Dwa źródła, które cytuje agencja Reutera, twierdzą, że liczba ofiar może być większa.

Reklama

Konflikt w stanie Rakhine wybuchł w październiku 2016 roku, gdy w odpowiedzi na podobne ataki na trzy przejścia graniczne wojsko rozpoczęło tam operację na szeroką skalę. ONZ podejrzewa, że w jej trakcie birmańskie siły bezpieczeństwa dokonywały zbiorowych gwałtów i zabójstw; istnieje duże prawdopodobieństwo, że te przestępstwa można zakwalifikować jako zbrodnie przeciwko ludzkości, a nawet czystki etniczne.

Do czwartkowej ofensywy na zachodzie Birmy przyznała się grupa o nazwie Armia Zbawienia Rohingya z Arakanu (ARSA), dawniej znana jako Harakah al-Jakin lub "Ruch Wiary". Była ona związana z październikowymi atakami i ostrzegła przed kolejnymi.

Reklama

W zamieszkanej głównie przez buddystów Birmie sposób traktowania liczącej 1,1 mln mniejszości muzułmanów Rohingya stał się jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii dotyczących praw człowieka w kraju, gdzie po latach brutalnej wojskowej dyktatury następują polityczne zmiany. Teraz wszystko wskazuje na to, iż kwestia ta przyczyniła się do zrodzenia się potężnej rebelii - komentuje Reuters.

Sytuacja w stanie Rakhine pogorszyła się na początku tego miesiąca, gdy siły bezpieczeństwa rozpoczęły kolejną operację w rejonach górskich. "Zaplanowali ten atak, ponieważ znaleźliśmy ich obozy, jaskinie, bomby i maski" - powiedział rzecznik policji Myo Thu Soe. Nawiązywał do wcześniejszych informacji o niedawnym wykryciu przez władze obozów szkoleniowych muzułmańskich bojowników.

Źródła wojskowe w Rakhine powiedziały agencji Reutera, że szacują, iż liczba rebeliantów, którzy uczestniczyli w ofensywie, była pięciokrotnie wyższa niż liczba napastników z październikowych ataków. W piątkowej akcji mogło wziąć udział ok. 1000 bojowników.

W ostatnich miesiącach rząd oskarżał rebeliantów o terroryzowanie przywódców wiosek i zabijanie rządowych informatorów. "Rebelianci byli w stanie zorganizować taki wielki atak, bo udało im się odciąć władze od informacji" - powiedziało jedno ze źródeł wojskowych.

ARSA została założona przez członków Rohingya mieszkających w Arabii Saudyjskiej, po krwawych starciach na tle wyznaniowym z 2012 roku - podaje Międzynarodowa Grupa Kryzysowa (ICG). Lider ARSA Ata Ullah twierdzi, że setki młodych Rohingya przyłączyły się do jego organizacji. Jak utrzymuje, ARSA walczy z tylko z wojskiem i nie łamie praw człowieka.

Chociaż przedstawiciele mniejszości Rohingya przebywają w Birmie od pokoleń, to nie mają obywatelstwa i przez buddystów są uważani za nielegalnych imigrantów. Żyją w biedzie, mają ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej, rynku pracy, edukacji; są pozbawieni swobody poruszania się.

Od początku wojskowej kontrofensywy z października 2016 roku ok. 87 tys. Rohingya uciekło do Bangladeszu, gdzie przełączyło się do innych członków tej grupy, którzy opuścili Birmę w ciągu co najmniej ostatnich 20 lat.

Do ataków doszło kilka godzin po przedstawieniu ostatecznego raportu przez komisję doradczą w sprawie Rohingya, kierowaną przez byłego sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana. Komisja zaapelowała do władz Birmy, by dały mieszkańcom Rakhine więcej praw i ostrzegła, że w przeciwnym razie mogą się oni radykalizować.