Premier Wielkiej Brytanii Theresa May tak naprawdę przegrała wybory parlamentarne; ich wynik powinien być przestrogą dla polityków w Polsce i w Europie - ocenił w piątek szef Nowoczesnej Ryszard Petru. Jego zdaniem, powyborcza sytuacja na Wyspach może skomplikować rozmowy ws Brexitu.

Niepełne jeszcze wyniki czwartkowych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii wskazują, że rządząca dotychczas Partia Konserwatywna straciła bezwzględną większość, natomiast Partia Pracy zwiększyła swój stan posiadania w Izbie Gmin. Wyniki wyborów stawiają pod znakiem zapytania zaplanowane na 19 czerwca rozpoczęcie negocjacji w sprawie Brexitu. Według dotychczasowego harmonogramu wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE musi nastąpić przed 29 marca 2019 roku.

"Wynik wyborów w Wielkiej Brytanii powinien być przestrogą dla wszystkich polityków w Polsce i w Europie. Po raz kolejny kierowano się sondażami, koniunkturalnie" - ocenił Petru na piątkowej konferencji prasowej.

Reklama

Jak dodał, "wielki błąd" byłego brytyjskiego premiera Davida Camerona "polegał na tym, iż założył, że referendum (ws. wyjścia z UE - PAP) w Wielkiej Brytanii się nie odbędzie". "Odbyło się. Potem założył, że będzie wynik pozytywny dla Wielkiej Brytanii - że zostanie w UE, a wyszła. Dzisiaj pani May tak naprawdę przegrała wybory, które miały wzmocnić jej pozycję" - uznał lider Nowoczesnej.

Według niego, obecnie trudno przewidzieć jaki będzie rezultat negocjacji między Wielka Brytanią a Unią Europejską w sprawie Brexitu. "Na pewno będą to trudniejsze negocjacje niż poprzednio. Są sygnały z tych wyborów wynikające, że grupa osób, która myśli, podobnie jak np. Nowoczesna w Polsce, że Wielka Brytania nie powinna wychodzić z UE rośnie i to oznacza moim zdaniem dużo trudniejsze negocjacje, a być może nawet nie będą się one mogły do końca odbyć w terminie" - powiedział Petru.

Polityk odniósł się też do doniesień medialnych o tym, że w lipcu Polskę ma odwiedzić prezydent USA Donald Trump. W jego ocenie, amerykański przywódca traktuje Polskę "trochę instrumentalnie". "Musi uwiarygodnić się zewnętrznie, że jest bardzo mocno antyrosyjski. I tego typu wypowiedzi można spodziewać się tu, w Warszawie" - dodał Petru.

Wyraził przy tym pogląd, że jeśli Trump przyleci do Polski w lipcu, to odwiedzi nasz kraj jako "bardzo osłabiony prezydent". "Trudno mi oceniać przyszłość Ameryki, ale na pewno impeachment, czyli możliwość odwołania prezydenta USA, jest największa w ostatnich latach i miejmy świadomość, że będziemy tu witać bardzo osłabionego prezydenta USA" - stwierdził lider Nowoczesnej.

W czwartek Reuters podał, że prezydent USA prawdopodobnie odwiedzi Polskę 6 lipca. Jest bardzo prawdopodobne, że prezydent USA Donald Trump odwiedzi Polskę w drodze na szczyt G20, który odbędzie się w lipcu w Niemczech - poinformowała agencja, powołując się na trzy źródła.

Rzecznik polskiego prezydenta Krzysztof Łapiński powiedział w piątek, że Andrzej Duda zaprosił Trumpa do Polski podczas niedawnej rozmowy w Brukseli; dokładny termin wizyty zostanie podany po konsultacji ze stroną amerykańską. Dodał, że data 6 lipca jest jedną z możliwych.