Autopromocja

Komisje z wakatami, urzędnicy wyborczy dopiero na starcie. A do wyborów samorządowych miesiąc

wybory
480 tys. osób powinno pracować w obwodowych komisjach wyborczych.ShutterStock
21 września 2018

Na I turę wydamy grubo ponad 300 mln zł. Założono, że przy elekcji będzie pracować prawie pół miliona ludzi – mniej więcej dwa razy tyle co cztery lata temu. Przy poprzednich wyborach nie spodziewano się organizacyjnego blamażu, a jednak do niego doszło. Jak będzie tym razem?

Czy inny rozdział zadań i armia urzędników spowodują, że wszystko wyjdzie wzorowo? Niewykluczone. Choć na razie jest obawa, czy uda się skompletować chętnych do pracy przy wyborach. Państwowa Komisja Wyborcza już obniża wymagania, wydając kolejne uchwały, które nie mają oparcia w kodeksie wyborczym. A jej szef mówi wprost, że z rekrutacją są problemy. Do tego dochodzi nie najlepsza współpraca samorządów z urzędnikami wyborczymi. I pytanie – czy są oni merytorycznie przygotowani do pracy.

Za mało chętnych do pracy

Na czas wyborów funkcjonują – poza PKW – jeszcze dwa rodzaje komisji wyborczych: terytorialne i obwodowe. Te pierwsze miały zostać powołane do 11 września. Zgodnie z założeniem powinno w nich pracować kilka tysięcy osób – po 9 w każdej komisji terytorialnej. Ale są z tym problemy. – Ludzi rzeczywiście brakuje, dlatego podjęliśmy uchwałę zezwalającą na obniżenie minimalnego składu terytorialnej komisji wyborczej do 5 osób, mimo że sam kodeks wyborczy nie przewiduje wprost takiej możliwości. Zaleciliśmy jednak komisarzom wyborczym, by w miarę możliwości uzupełniali te składy aż do I tury wyborów – mówi Wojciech Hermeliński, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.