Autopromocja

Radwan: Horror na wakacje. Rodzice skazani tylko na siebie

Artur Radwan
Artur Radwan, dziennikarz działu pracaDGP / Marek Matusiak
26 lipca 2013

Poleganie na sanepidzie, kuratoriach czy Ministerstwie Edukacji Narodowej może być złudne. Tylko dociekliwy opiekun może zyskać pewność, że wyjazd na wakacje jego dziecka nie zmieni się w obóz przetrwania. Przepisy określające standardy w tym zakresie są dziurawe.

Ostatnio jeden z wiceministrów resortu edukacji narodowej przekonywał przed kamerami rodziców, aby nie wysyłali dzieci na różnego rodzaju formy wypoczynku, które nie są zarejestrowane w kuratoriach i nie widnieją na stronie internetowej Ministerstwa Edukacji Narodowej. Okazuje się, że nawet to nie gwarantuje, że nie staną się obozami przetrwania. Wystarczy sięgnąć po przykład dzieciaków z Pruszkowa, które musiały wcześniej wrócić z wypoczynku. Powód? Fatalne warunki sanitarne i przeciwpożarowe, w jakich przebywali najmłodsi. Takie sytuacje będą się powtarzać, dopóki pracownicy kuratoriów nie wyjdą zza biurek i nie sprawdzą, czy dokumenty, które otrzymali od organizatora zgadzają się z rzeczywistością.

To niejedyny przykład wątpliwych standardów zorganizowanej opieki nad dziećmi w czasie wakacji. W tym miesiącu na łamach DGP pisaliśmy o trzydniowych kursach internetowych dla opiekunów i kierowników zorganizowanego wypoczynku. Dla nieuczciwej firmy, która chce zarobić znacznie więcej na rodzicach, to idealni pracownicy. W praktyce oznacza to jednak, że opiekować się dziećmi w czasie letniego wyjazdu może każdy, kto chce, a nie ten, kto ma odpowiednie kwalifikacje.

W zakresie zapewnienia bezpiecznych warunków na koloniach instytucje państwowe wykazują bierność. Ministerstwo Edukacji Narodowej mogłoby skuteczniej weryfikować firmy prowadzące działalność związaną z organizacją wypoczynku najmłodszym. Resort czy kuratoria nawet do własnego użytku powinny posiadać czarną listę firm, które w przeszłości nie zapewniały dzieciom właściwej opieki. Wzorem nie są też służby sanitarne, które wprawdzie wszczynają kontrole i nawet znajdują nieprawidłowości, ale z reguły nie wystawiają mandatów i nie zamykają sprawdzanych obiektów.

Na razie dobrze spisuje się tylko policja, która rzetelnie sprawdza autokary przewożące dzieci. To też jednak efekt wcześniejszych tragedii związanych z wypadkami z udziałem najmłodszych i zasługa rodziców, którzy jako jedyni wykazują determinację w dbaniu o ich bezpieczeństwo. Rządzący nie powinni czekać ze zmianami aż podobnym wypadkom ulegną podopieczni w trakcie zorganizowanego wypoczynku. Wtedy na wdrożenie ostrzejszych standardów może być za późno.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.