Autopromocja

Radwan: Najpierw dokładne regulacje, potem resocjalizacja przez pracę w szkole

Artur Radwan
Artur RadwanDGP / Marek Matusiak
11 maja 2016

Rodzice uczniów i przedszkolaków po przeczytaniu w ubiegłym tygodniu w DGP artykułu o tym, że więźniowie pracują w placówkach oświatowych, podzielili się tak samo, jak zwolennicy i przeciwnicy „dobrej zmiany”. Jedni są zbulwersowani, że osoby odbywające karę za niepłacenie alimentów, mandatów, jazdę pod wpływem alkoholu lub drobne kradzieże wyręczają woźnych, sprzątaczki i kucharki, a nawet są asystentami nauczycieli. Inni zwracają uwagę, że tego typu resocjalizacja jest prowadzona w wielu krajach na świecie. Na pewno zwolennikami poszukiwania kadr w aresztach śledczych są samorządy i dyrektorzy placówek oświatowych, którzy zatrudniają skazanych, by zaoszczędzić na etatach administracyjnych.

Starając się zrozumieć racje obu stron, pewien jestem jednego. Przede wszystkim nie może być tak, że rodzice dowiadują się z gazet, że na co dzień i na dodatek w normalnych godzinach funkcjonowania placówki oświatowej pracują skazani.

Z kolei wpuszczenie więźniów do placówek oświatowych powinno być poprzedzone dokładnym uregulowaniem tej kwestii w przepisach. Tymczasem jak do tej pory wszystko odbywa się na zasadzie wolnej amerykanki. Ot tak, „po polskiemu” – najpierw robimy, potem myślimy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.