Właśnie zakończyła się pierwsza tura – będą jeszcze dogrywki – rekrutacji na studia. Utrzymuje się tendencja narastająca od kilku lat. Coraz mniej chętnych na kierunki płatne, coraz mniej chętnych w ogóle. Naturalnie winny tej sytuacji jest niż demograficzny, ale także obserwowane tendencje do przesuwania studiów na później czy też rezygnowania z nich na rzecz średnich szkół zawodowych. Ukończenie studiów bywa konieczne dla wykonywania pewnych zawodów (wójt i sekretarz gminy), ale straciło świeżo pozyskany status równy niemal szlachectwu. Skoro nie ma po nich pracy lub pieniędzy, to takie decyzje świadczą o rozsądku.
Z tą pracą po studiach i z pieniędzmi jest zupełnie inaczej niż się powszechnie uważa, a nawet wprost przeciwnie. Liczby pokazują co innego, a rzeczywistość co innego. Liczby to szukający pracy w wieku 16–25 lat, a rzeczywistość to pragnący pracy w tym wieku oraz pracujący na czarno. Znam dziesiątki studentów podejmujących prace dorywcze, bo tylko to ma dla nich sens, skoro stale jeżdżą na stypendia, lub rzeczywiście niepracujących w zawodzie po ukończeniu zaocznej polonistyki na marnym państwowym uniwersytecie. Z kolei pracodawcy coraz lepiej – czasem znakomicie – potrafią wyłapywać w procesie zatrudniania ludzi odpowiednich, przy czym coraz częściej zwracają uwagę na typ studiów oraz poziom uniwersytetu. Bycie magistrem niczego nie gwarantuje, bycie magistrem renomowanej uczelni praktycznie gwarantuje pracę. Niestety namnożyliśmy byle jakich szkół wyższych ze szkodą dla młodzieży.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.