Brudna kampania prezydencka w Krakowie. Miasto potrzebuje gospodyni lub gospodarza na miarę wielkich wyzwań, a mamy ataki personalne i fejki

Brudna kampania prezydencka w Krakowie. Miasto potrzebuje gospodyni lub gospodarza na miarę wielkich wyzwań, a mamy ataki personalne i fejki
Brudna kampania prezydencka w Krakowie. Miasto potrzebuje gospodyni lub gospodarza na miarę wielkich wyzwań, a mamy ataki personalne i fejkiShutterStock
wczoraj, 21:26

Sztuczna inteligencja, za którą kryje się… nie wiadomo kto, zdominowała kampanię prezydencką w Krakowie. Mieszkańcy oczekują kampanii merytorycznej: o dostępności mieszkań i komunikacji publicznej, rozwoju gospodarczym, przyszłości globalnych centrów biznesowych zatrudniających ponad 100 tys. osób, planowaniu przestrzennym i finansach miasta. Otrzymali hektolitry cyfrowych pomyj.

„Około trzy miliony razy wyświetlono na Facebooku reklamy atakujące kandydatkę KO i PSL na prezydenta Krakowa Monikę Piątkowską. Publikowano je na stronach utworzonych po lokalnym referendum, a ich promocja mogła kosztować nawet 30 tys. zł. Po naszych pytaniach część reklam została usunięta przez Metę, jednak szybko pojawiły się nowe” – informuje portal TVN24.pl.

Jako przykład przywołuje profil „Krakowianka”, który od czerwca publikuje satyryczne filmy wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Podobne treści pojawiają się także na stronach „Raport Krakowski” i „Po krakowsku”.

Hejt za pieniądze. Meta usuwa. Zaraz pojawia się nowy

Wszystkie te materiały powstały po referendum, w którym mieszkańcy odwołali dotychczasowego prezydenta miasta, Aleksandra Miszalskiego (zawiadywał Krakowem zaledwie dwa lata po 22-letniej epoce Jacka Majchrowskiego). I wszystkie uderzają w Monikę Piątkowską, senator KO, a wcześniej wieloletnią urzędniczkę krakowskiego magistratu, która – wedle sondaży – należy do głównych faworytów przedterminowych wyborów zaplanowanych na 27 września.

Sztab konkurenta zwraca uwagę, że od miesięcy działają strony przychylne Piątkowskiej, które publikują generowane przez AI materiały wymierzone głównie w bezpartyjnego kandydata Łukasza Gibałę, również jednego z głównych faworytów tych wyborów. Fundamentalna różnica polega na tym, że autorzy materiałów krytykujących Gibałę nie wykorzystują do tego – nielegalnej w świetle regulacji - płatnej promocji.

Według szacunków TVN24.pl, polityczne „reklamy” wymierzone w senator Piątkowską mogły kosztować między 18 a 28 tys. zł. Tak wynika z biblioteki reklam Mety. „Początkowo reklamy nie były oznaczane jako polityczne, choć od października 2025 roku firma zakazuje w Unii Europejskiej płatnej promocji treści społecznych, wyborczych i politycznych. (…) Politycy różnych ugrupowań przyznają, że sami nie są dziś w stanie promować takich materiałów ze swoich oficjalnych kont. Lukę wykorzystują anonimowe strony podszywające się pod lokalnych komentatorów i satyryków. Ich twórcy pozostają nieznani, a niewykluczone, że anonimowość pomaga omijać limity wydatków wyborczych” – czytamy w artykule TVN24.pl. Stacja informuje, że po jej interwencji META usunęła reklamy naruszające jej zasady, ale działania te były mocno spóźnione, bo kampanie zdążyły osiągnąć wysokie zasięgi, zaś w miejsce usuniętych stron… pojawiły się nowe profile publikujące podobne treści. Przypomnijmy, że z podobnym procederem mierzy się od wielu miesięcy Rafał Brzoska, twórca InPostu. Jeden z najbogatszych Polaków wszedł z tego powodu w bardzo mocny konflikt z Metą – wprawdzie wygrywa w sądach, ale w sieci wciąż znajduje oszukańcze materiały wykorzystujące jego wizerunek.

TVN24.pl przypomina, że w przypadku ataków na Piątkowską problem ma wymiar prawny: unijne rozporządzenie TTPA nakłada na sponsorów i wydawców reklam politycznych obowiązki związane z przejrzystością finansowania i przeciwdziałaniem dezinformacji. W Polsce nadal brakuje jednak pełnych krajowych regulacji i skutecznych narzędzi nadzoru, co znacząco utrudnia egzekwowanie tych przepisów.

Kampania wyborcza w Krakowie: gdzie się podziały tematy ważne dla mieszkańców

Liczne badania opinii publicznej (m.in. Polityki Insight) dowodzą, że mieszkańcy Krakowa chcą poznać plany kandydatów dotyczące takich kluczowych spraw, jak mieszkania, finanse miasta, planowanie przestrzenne (plan ogólny i wynikające z niego dalsze planowanie miasta), transport i inwestycje (w tym metro i tramwaje oraz trasy Pychowicka i Zwierzyniecka), gospodarka i dobrze płatne miejsca pracy.

Kraków jest relatywnie mocno zadłużony, ale jednocześnie ma przeogromny potencjał rozwojowy pozwalający z wielkim optymizmem patrzeć w przyszłość – pod warunkiem, że nowy prezydent lub nowa prezydentka potrafi nie tylko sprawnie zarządzać miastem, ale też  współtworzyć wraz z biznesem, nauką i NGOs ekosystem przyciągający nowe inwestycje i dający dotychczasowym inwestorom odpowiednią przestrzeń dla rozwoju centrów technologicznych, będących de facto centrami kompetencji przyszłości.

Problem w tym, że w kampanii te kluczowe dla Krakowian tematy niemal w ogóle nie wybrzmiewają. W ostatnich dniach została ona zdominowana przez sprawy personalne: majątek kandydatów, mieszkania, miejsce zamieszkania, rodzinne finanse, internetowe ataki z wątpliwym moralnie i prawnie wykorzystaniem AI oraz i wzajemne oskarżenia o stosowanie chwytów poniżej… wszystkiego. Temperatura kampanii wzrosła więc niebywale, ale mieszkańcy nie widzą w tym większego sensu.

- W ostatnich tygodniach na mnie i na osoby z mojego zespołu wylało się bardzo dużo hejtu. Szczególnie mocno uderza się w kobiety. Wchodzi się już nawet w moje życie prywatne, analizuje moje miejsca zamieszkania i próbuje podważać moje związki z Krakowem. Tylko że to są wybory na prezydenta Krakowa. Za chwilę ktoś będzie musiał usiąść w gabinecie i poradzić sobie z zadłużeniem miasta, planem ogólnym, transportem, inwestycjami i miejscami pracy. To są naprawdę trudne zadania – komentuje Monika Piątkowska bombardowana w ostatnich dniach pytaniami o swoje nieruchomości, w tym o to, czy udział w starej krakowskiej kamienicy (gdzie ma miejsce zamieszkania) czy też podwarszawski segment jest dla nie ważniejszy i ile czasu spędza między Warszawą a Krakowem.

- Mogę na te pytania odpowiadać, nie mam nic do ukrycia. Ale chciałabym, żebyśmy przede wszystkim rozmawiali o tym, kto ma pomysł na Kraków i potrafi nim zarządzać. A jeżeli te wybory mają się zamienić w konkurs na liczbę mieszkań, to uprzedzam: w tym konkursie na pewno nie wygram – ironizuje kandydatka.

Podkreśla przy tym, że ma precyzyjny plan we wszystkich obszarach, które mieszkańcy uznają za ważne. Np. zamierza przeprowadzić audyt finansów miasta, doprowadzając do restrukturyzacji zadłużenia i zmniejszenia kosztów jego obsługi, przy jednoczesnym poszukiwaniu nowych dochodów i środków zewnętrznych. Wie też, jakie kroki podjąć w obszarze planowania przestrzennego i strategii rozwoju miasta - przez dziewięć lat pracowała w krakowskim magistracie przy strategii i rozwoju. To samo dotyczy innych kwestii – od transportu i inwestycji infrastrukturalnych po rozwój gospodarczy i tworzenie w mieście wartościowych, wysoko wynagradzanych i trwałych miejsc pracy.

Kampania i pieniądze

Ustalenia TVN24.pl utwierdziły wielu Krakowian w przekonaniu, że coraz istotniejszą rolę w lokalnych kampaniach odgrywają pieniądze. I nie chodzi tylko o to, że ten, kto ma ich więcej, zyskuje istotną przewagę, ale przede wszystkim o różne nieprzejrzyste formy finansowania aktywności będących de facto częścią kampanii, a udających, że tak nie jest. Widać wyraźnie, że formalne wydatki komitetów wyborczych to jedno, a przeróżne działania powiązanych z nimi podmiotów, w tym fundacji i stowarzyszeń, to całkiem co innego.

Tygodnik „Polityka” opisuje w jednym z ostatnich materiałów majątek Łukasza Gibały, jego rodzinne powiązania finansowe i powtarza pytania, jakie pojawiają się wokół deklarowanej przez kandydata niezależności. Pismo przypomina też niebagatelna rolę Gibały w organizacji i finansowaniu referendum, które doprowadziło do odwołania Aleksandra Miszalskiego, a więc i obecnych wyborów. W otoczeniu kandydata działa m.in. Fundacja „Zróbmy Sobie Kraków”, kierowana przez jego brata Bartosza. Prowadziła ona w Krakowie różnego rodzaju akcje społeczne jeszcze przed formalnym rozpoczęciem kampanii. Części Krakowian nasuwają się przez to pytania, gdzie przebiega granica między działalnością „czysto społeczną” a tą, która może mieć wpływ na przebieg kampanii? I jak porównywać kampanijne finanse kandydatów, gdy ich komitety podlegają formalnie wyborczym limitom wydatków, ale wokół części kandydatów działają podmioty prowadzące szeroko zakrojone działania publiczne?

- Nie oczekuję kampanii bez trudnych pytań. Kandyduję na prezydenta dużego miasta i trzeba mnie dokładnie prześwietlać. Odpowiem na pytania o mój majątek, pracę i doświadczenie. Ale porozmawiajmy przede wszystkim o Krakowie. O tym, co zrobić z zadłużeniem, jak uporządkować planowanie przestrzenne, skąd wziąć pieniądze na metro i jak przyciągnąć nowe miejsca pracy. Z tego powinien być rozliczany przyszły prezydent – uważa Monika Piątkowska. 

Źródło: Materiały prasowe
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.