Każdy zarządzający służbą zdrowia wie, że czasami życie ma konkretną cenę. Trzeba podejmować decyzje dotyczące np. tego, czy – mając przecież ograniczony zasób pieniędzy – pięciu osobom przeszczepić nerkę, czy jednej serce. Bierze się pod uwagę cenę zabiegu, jego ryzyko, ale też „zysk”, który ta „inwestycja” ma przynieść: ile lat przeżyje człowiek z nowym organem, jaką ma szansę na samodzielność, na powrót do pracy, a może nawet na płacenie podatków.
Trudno o tym nie myśleć w trakcie publicznej debaty nad zawężeniem prawnych przesłanek, które dopuszczają w Polsce przerwanie ciąży. Ostatnia oferta na polityczno-kościelnym stole brzmi ponoć: terminacja ciąży pochodzącej z przestępstwa i tej, która zagraża matce, pozostanie niekaralna. Niedopuszczalne jednak ma być usuwanie płodów uszkodzonych czy chorych. Matki nie będą już mogły zdecydować, czy podejmują się urodzenia i całodobowej opieki nad dzieckiem, które może jej wymagać do końca swoich dni. Duchowo z pewnością zwyciężą i zasłużą na miejsce w niebie. Problem w tym, że tu i teraz nikt im nie proponuje niczego ponad niepoważne zasiłki. A jeśli urodziły ciężko chore dziecko jako pierwsze – to mogą postarać się o drugie. Wówczas dostaną 500 zł ekstra.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.