Dziennik Gazeta Prawana logo

Stępień: Trybunał Stanu jako figura retoryczna, czyli czym najłatwiej postraszyć przeciwnika politycznego

Jerzy Stępień
Jerzy Stępień prawnik, były prezes Trybunału KonstytucyjnegoDGP
5 grudnia 2011

Kilka lat temu pewien adwokat w bezpośredniej rozmowie ze mną, wówczas sędzią Trybunału Konstytucyjnego, chcąc podkreślić wagę instytucji, którą reprezentowałem, przypisał mnie... Trybunałowi Stanu.

A nie była to zwykła chwilowa pomyłka czy raczej rodzaj przejęzyczenia. Całość wypowiedzi wskazywała najwyraźniej, że utożsamił te dwie instytucje, bo nawet niespecjalnie się sumitował, kiedy zwróciłem nieśmiało uwagę, że to jednak dwa różne sądy. Gdyby działo się to w Stanach Zjednoczonych, gdyby to był prawnik anglosaski, trzeba byłoby taką pomyłkę usprawiedliwić. Amerykaninowi trudno zrozumieć, po co, skoro jest Sąd Najwyższy, mamy jeszcze oddzielny sąd konstytucyjny i specjalny sąd dla polityków. Również państwa skandynawskie nie mają w swoich systemach sądów konstytucyjnych. Ale polski adwokat? Trudno go oczywiście usprawiedliwić, tym bardziej że w Trybunale Konstytucyjnym każdego tygodnia zapada kilka wyroków, podczas gdy przed Trybunałem Stanu toczyła się dotychczas dopiero jedna sprawa zakończona prawomocnym skazaniem (afera alkoholowa z początków lat 90.).

Pozostało 62% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.