Postępowanie grupowe w założeniu miało pomóc ofiarom zbiorowych wypadków i chronić konsumentów. Wydaje się jednak, że ustawa je regulująca tak dobrze osłania pozwanego, że i ona może się okazać lepszym narzędziem dla dłużnika niż wierzyciela. Wiele będzie też zależało od sądów, które po 19 lipca zaczną sądzić tego rodzaju sprawy.
Postępowanie grupowe, które wszczyna pozew zbiorowy, to całkowicie nowa instytucja polskiej procedury cywilnej. Nawet sami twórcy ustawy napisali, że nie zdecydowali się włączyć tej regulacji do kodeksu postępowania cywilnego, by nie narażać go na kolejne, i tak zbyt częste, zmiany. Powierzono też rozpoznawanie precedensowych bądź co bądź spraw w postępowaniu grupowym sądom okręgowym (art. 3 ust. 1 ustawy o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym), w dodatku w składzie trzech sędziów zawodowych (art. 3 ust. 2).
Kto pozywa
Ta szczególna procedura będzie mogła być wszczęta przez co najmniej 10 osób, zarówno fizycznych, jak i prawnych. Warunkiem jest tylko, by grupę powodów wiązało roszczenie jednego rodzaju, oparte na tej samej lub takiej samej podstawie faktycznej (art. 1 ust. 1). Po to jednak, by wziąć udział w tego rodzaju postępowaniu, trzeba do grupy się zgłosić. Jest to model nazywany po angielsku opt-in, polegający właśnie na konieczności wejścia do grupy, różniący się od amerykańskiej zasady opt-out, gdzie występuje sytuacja odwrotna. Tam nieobjęcie skutkami pozwu zbiorowego wymaga oświadczenia, że się do grupy nie przystępuje, czy raczej z niej występuje. Nasz model (mimo że dla wielu systemów europejskich inspiracją były regulacje USA) jest więc o wiele łagodniejszy dla pozwanych. W Polsce bowiem przegrywający (zapewne najczęściej będą to przedsiębiorcy) od początku wie, ile osób może się do niego zgłosić o odszkodowanie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.