- Zasadniczo nie powinniśmy wprowadzać krajowych okresów przejściowych – nie pozwala na to RODO. Przepisy polskiej ustawy muszą więc wejść z tą samą datą, z którą wejdzie unijne rozporządzenie - mówi dr Maciej Kawecki w rozmowie z DGP.
Liczymy, że uda nam się przyspieszyć prace. Chcielibyśmy, aby projekt ustawy został w pierwszej połowie lutego skierowany do Komitetu do Spraw Europejskich. Oznacza to, że ma szanse stanąć na posiedzeniu Rady Ministrów pod koniec marca.
W tym przypadku prace również się toczą, ale są mniej zaawansowane – to są naprawdę ogromne zmiany, jeśli idzie o liczbę aktów prawnych. Prace nad ostatecznym kształtem projektów łączymy też z uświadamianiem co do nowych obowiązków wynikających z nowego prawa unijnego. Chcemy też, by w pracach nad przepisami mieli szansę uczestniczyć wszyscy zainteresowani, staramy się wysłuchać wszystkich głosów i uwzględnić je.
Projektowane przez ministra cyfryzacji przepisy co do zasady nie zawierają obowiązków. W wielu przypadkach sektorowych wprowadzają pewne innowacje, w obszarze dozwolonym przez prawo unijne, np. w zakresie gromadzenia danych biometrycznych. Ale w żadnym zakresie nie powinno to determinować decyzji przedsiębiorcy o odstąpieniu od przygotowań bądź ich ograniczeniu. Obowiązki mają swoje źródło w RODO, a ono od 25 maja będzie aktem bezpośrednio skutecznym. Na przygotowania mamy już więc naprawdę niewiele czasu.
Trzeba pamiętać, że większość, co najmniej 75 proc. obowiązków wynika z samego rozporządzenia unijnego RODO. Tym okresem przejściowym są dwa lata, które zostały przyznane przez ustawodawcę unijnego na przygotowanie do wejścia nowego prawa ochrony danych osobowych. I on się już kończy. Zasadniczo nie powinniśmy wprowadzać krajowych okresów przejściowych – nie pozwala na to RODO. Przepisy polskiej ustawy muszą wejść z tą samą datą, z którą wejdzie rozporządzenie unijne.
Trudno mi się wypowiadać w imieniu regulatora, mogę jedynie powiedzieć, jak to widzimy jako Ministerstwo Cyfryzacji, a więc ten organ, który projektuje przepisy. Kary rzeczywiście są, ale powinny być traktowane jako środek ostateczny. Organ nie musi natychmiast podejmować decyzji, w której od razu ukarze przedsiębiorcę. Może wydać decyzję, w której nakaże usunięcie naruszenia przepisów. To, jaką drogę wybierze, zależy od skali naruszenia. Od tego, czy przedsiębiorca działał umyślnie, czy współpracował z organem, czy wdrożył kodeksy postępowania, czy jest certyfikowany czy nie, jak się zaangażował. Na końcu dopiero w grę powinno wchodzić nakładanie kar.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu