Autopromocja

Zabawki Wielkiego Brata: Informacje o obywatelach zbierają nie tylko służby

kamera monitoring
"Zabawek Wielkiego Brata" jest dużo. To nie tylko różnego rodzaju monitoringi, ale też np. karty miejskie, narzędzia do kontroli pracowników, brak odpowiednich zabezpieczeń na stronach urzędów ShutterStock
28 kwietnia 2016

Coraz więcej narzędzi jest wykorzystywanych przez różne instytucje do zbierania informacji o obywatelach; choć w wielu przypadkach założenia są słuszne, może to prowadzić do ograniczania wolności i głębokiej ingerencji w prawa człowieka - ostrzega Fundacja Panoptykon w swoim przewodniku.

Opracowanie pod tytułem "Zabawki Wielkiego Brata" powstało na podstawie gromadzonych od dwóch lat danych dotyczących różnego rodzaju informacji o obywatelach, a zbieranych nie tylko przez służby, ale także np.: organy władzy - ministerstwa, urzędy, parki narodowe, NFZ, ZUS, a nawet NIK. Autorzy przewodnika analizowali też kwestie monitoringów miejskich.

"Staramy się pokazać różne narzędzia wykorzystywane do zbierania informacji o nas, bo tak naprawdę to nie jest tak, że tylko służby korzystają z danych; informacje o obywatelach zbierane są przez różne podmioty - od władz samorządowych poczynając. To tworzy wielką plątaninę informacji, które dość często są ze sobą łączone - a my o tym nie wiemy. Plątanina, która stawia nas w dość niekorzystnej pozycji, skoro nie wiemy, co i jak jest wykorzystywane, nie wiemy też jakie informacje są o nas pozyskiwane" - podkreślała w rozmowie z dziennikarzami Anna Walkowiak z Panoptykonu.

Jak dodała, to tworzy "dysproporcję informacyjną". "Ktoś o nas wie dużo, my wiemy mało o sposobach pozyskiwania informacji. Nie wiedząc, nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. Sama wiedza ma znaczenie, bo buduje równowagę" - dodała. Autorzy przewodnika przyznają że "zabawek Wielkiego Brata" jest dużo. To nie tylko różnego rodzaju monitoringi, ale też np. karty miejskie, narzędzia do kontroli pracowników, brak odpowiednich zabezpieczeń na stronach urzędów - co powoduje, że dane wchodzących na nie osób "przepływają" dalej.

"Dobrze wiedzieć, co się dzieje z takimi informacjami. Nie chodzi o to, że te wszystkie narzędzia są złe, niepotrzebne, ale sama kwestia posiadania informacji o tym, co się dzieje, jest ważna, bo wykorzystają te dane różne instytucje publiczne, z naszych środków. Warto więc wiedzieć, czy takie rozwiązania są potrzebne, czy to nie narusza praw człowieka i czy to nie jest zbyt kosztowne w stosunku do celu, który ma spełnić" - dodała Walkowiak.

Przedstawiciele Panoptykonu podkreślają też fakt, że "wszystkie informacje, które są o nas zbierane, to tak naprawdę naruszanie autonomii informacyjnej". "Powinniśmy wiedzieć, co się z tym dzieje i czy nie dochodzi do nadużyć" - powiedziała Walkowiak.

Pytana o naruszenia, które zauważono podczas pracy nad przewodnikiem, powiedziała, że zaskoczeniem było m.in. nagrywanie przez dwa oddziały NFZ dźwięku w ich siedzibach. Podobne rozwiązanie (nagrywanie dźwięku) stosowane jest też - jak ustalili eksperci - w niektórych autobusach poza kabiną kierowcy. Jak podkreślają przedstawiciele Fundacji, problemy widoczne są także w monitoringach miejskich, miasta nie do końca potrafią określić, ile kamer rozmieszczonych jest na danym terenie i poza miejską siecią monitoringu. "Przykładowo w Kielcach, w sieci znajduje się 105 kamer. Kiedy zapytaliśmy o wszystkie kamery rozmieszczone w mieście, okazało się, że jest ich ponad 5 tys." - podkreśliła Walkowiak. Jak dodała, chodzi o kamery m.in. w szkołach, przedszkolach, żłobkach.

Autorzy opracowania zwracają uwagę m.in. na brak ustawy regulującej kwestie związane z monitoringiem wizyjnym, a także brak zasad korzystania i kontroli korzystania z różnego rodzaju narzędzi zbierania informacji.

Zdaniem ekspertów Fundacji obywatele mają też ograniczony dostęp do informacji o tym, kto, dlaczego i jakie dane na ich temat zbiera; tym samym mają ograniczone możliwości dochodzenia swoich praw.

"Coraz częściej informacje zebrane dzięki różnym narzędziom są ze sobą łączone. Prowadzi to do sytuacji, w którym ingerencje w prywatność - akceptowalne pojedynczo - mogą przekraczać dopuszczalne granice" - podkreślają autorzy przewodnika i jako jeden z przykładów podają dostęp do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Jak zaznaczają dzięki CEPiK-owi podmioty odpowiedzialne za miejskie strefy parkowania mogą np. dowiedzieć się, gdzie dana osoba najczęściej parkuje, a instytucje mające dostęp do Automatycznego Rozpoznawania Tablic Rejestracyjnych - gdzie i kiedy przyjeżdża swoim samochodem.

W następnym tygodniu Panoptykon chce udostępnić przewodnik na specjalnej stronie internetowej.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.