Zalecenia Najwyższej Izby Kontroli są wdrażane. Problem jest tylko z propozycjami zmian w prawie - mówi Jacek Jezierski, szef NIK.
Kończy pan kadencję szefa NIK. Czytamy regularnie raporty, dużo ciekawych wniosków, ale czy nie pozostają one za często tylko na papierze? Sztandarowym przykładem może być sytuacja z minister Muchą, która ewidentnie złamała prawo i nie ponosi konsekwencji.
Ale to nie NIK jest od egzekwowania konsekwencji. Jesteśmy audytorem. Naszym zadaniem jest rzetelnie zbadać, czy nie występują nieprawidłowości. Robimy to. Mamy też sformułować i przekazać wnioski. Z tego zadania również wywiązujemy się skrupulatnie. Jeśli jest to konieczne, zawiadamiamy prokuraturę albo rzecznika dyscypliny finansów publicznych. Tu nasze ustawowe zadania się kończą. My nie zastępujemy rządu czy samorządu, które mają naprawiać nieprawidłowości, prokuratury, która ma prowadzić postępowanie, czy też rzecznika, który powinien rozstrzygać, czy naruszono dyscyplinę finansową. W tym konkretnym przypadku sprawa została właśnie skierowana do rzecznika.
Ale tym rzecznikiem będzie kolega z rządu, inny z ministrów. Można się założyć, że sprawa zakończy się umorzeniem.
Z naszego punktu widzenia sprawa jest prosta. Nastąpiło naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Normą prawną był zapis z ustawy budżetowej. Tylko ta ustawowa norma wskazuje, na co można wydawać pieniądze z rezerwy celowej. W tym wypadku norma brzmiała precyzyjnie: na zadania związane z Euro 2012 i piłkę siatkową wśród dzieci i młodzieży. Koncert Madonny trudno uznać za zadanie związane z Euro 2012. Jeżeli istniała taka potrzeba, to można go było dofinansować w zgodzie z prawem, zmieniając przeznaczenie pieniędzy za zgodą ministra finansów i właściwej komisji sejmowej. Takiej wymaganej prawem procedury nie uruchomiono. Koniec. Kropka.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.