Autopromocja

Zażalenie Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych na umorzenie postępowania ws. Łączewskiego

prawo8
Zlecona przez prokuraturę ekspertyza z zakresu informatyki jednoznacznie wykazała, że nikt poza sędzią Łączewskim nie miał dostępu do jego urządzeń elektronicznych i kont na Twitterze. Wersji zdarzeń przedstawionych przez sędziego przeczyły zaś zeznania świadków.ShutterStock
30 kwietnia 2019

We wtorek Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych Piotr Schab skierował do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego zażalenie na postanowienie o umorzeniu postępowania o uchylenie immunitetu sędziego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia Wojciecha Łączewskiego.

O zażaleniu Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych poinformował w wydanym we wtorek komunikacie. Postanowienie o umorzeniu postępowania w sprawie sędziego Wojciecha Łączewskiego z wniosku Prokuratora Regionalnego w Krakowie zostało wydane 5 kwietnia przez Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. Decyzja zapadła na posiedzeniu niejawnym.

Wojciech Łączewski to sędzia znany m.in. z tego, że cztery lata temu orzekał w składzie sędziowskim, który skazał byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego na trzy lata więzienia, uznając m.in., że ten przekroczył uprawnienia i prowadził nielegalne działania operacyjne CBA w "aferze gruntowej".

W związku z umorzeniem postępowania o uchylenie immunitetu Łączewskiemu prokuratura nie mogła przedstawić sędziemu zarzutów ani skierować aktu oskarżenia do sądu, przed którym toczyłoby się ewentualne postępowanie karne w jego sprawie.

Wniosek o uchylenie immunitetu, który prokuratura skierowała do sądu 21 stycznia, dotyczył złożenia przez Łączewskiego doniesienia o przestępstwie, którego nie było, i składania fałszywych zeznań. Z ustaleń śledztwa wynikało – jak poinformowała Prokuratura Regionalna w Krakowie – że wbrew złożonemu przez sędziego zawiadomieniu o przestępstwie nie doszło do włamania do prowadzonych przez niego pod fikcyjnymi nazwiskami kont na Twitterze.

Jak wskazały również zgromadzone dowody, sędzia zeznał nieprawdę, że to rzekomy włamywacz namawiał w internetowej korespondencji osobę, którą wziął za redaktora naczelnego "Newsweeka" Tomasza Lisa, do prowadzenia antyrządowej kampanii, a także bez wiedzy sędziego zrobił i wysłał za pośrednictwem Twittera jego zdjęcie. Fotografia miała być dowodem, że właścicielem konta zarejestrowanego na fałszywe nazwisko "Krzysztof Stefaniak" jest właśnie sędzia Wojciech Łączewski.

Zlecona przez prokuraturę ekspertyza z zakresu informatyki jednoznacznie wykazała, że nikt poza sędzią Łączewskim nie miał dostępu do jego urządzeń elektronicznych i kont na Twitterze. Wersji zdarzeń przedstawionych przez sędziego przeczyły zaś zeznania świadków.

W lutym 2016 r. sędzia Łączewski złożył w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie ustne zawiadomienie, że nieznana mu osoba włamała się na jego konta prowadzone pod fikcyjnymi nazwiskami na Twitterze i w jego imieniu prowadziła korespondencję. W sprawie zostało wszczęte śledztwo; powołany biegły ocenił, że nie doszło do włamania.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.