Kiedy obecny obóz rządzący demolował Trybunał Konstytucyjny, a potem wprowadzał pakiet ustaw sądowych, środowiska prawnicze słusznie protestowały przeciwko nazywaniu reformą zmian, które sprowadzają się do wymiany kadr.
Prawdziwe uzdrowienie wymiaru sprawiedliwości nie sprowadza się bowiem do zastąpienia Nowaka Kowalskim czy podporządkowania ich obydwu ministrowi sprawiedliwości i politykom, lecz musi polegać na usprawnieniu procedur. Teraz, gdy środowisko prawnicze przygotowuje własne propozycje zmian w odpowiedzi na rządową „reformę”, słyszymy: najpierw niezależność, potem walka o procedury.
Rozumiem doskonale, co kryje się pod hasłem „nie ma sprawiedliwości bez niezależności”. Ale przeciętnemu obywatelowi jest zupełnie obojętne, czy sędziów do KRS będą wybierać politycy, sędziowie czy może konklawe, albo czy nadzór nad sądownictwem sprawować będzie MS czy PTTK. Obywatela interesuje przede wszystkim to, by sądy były szybkie, sprawne i sprawiedliwe, a czy wyrok w imieniu Rzeczpospolitej będzie wydawał sędzia czy szaman, to ma drugorzędne znaczenie. I jakkolwiek trzeba tłumaczyć Polakom, że jest to jednak istotne, to warto odwrócić priorytety.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.