Jeszcze nie umilkły komentarze po prezydenckim wecie w sprawie ustaw o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa. Jeszcze robotnicy nie zdążyli rozebrać sceny, która stanęła na placu Krasińskich na czas ulicznych protestów w obronie niezawisłości sądów, a sędziowie SN znów to zrobili.
A przecież wśród argumentów powtarzanych przez zwolenników zmian dość często (no, może nie tak często jak ten o komunistycznych złogach) przewijała się kwestia wychodzenia przez SN poza zakres swoich kompetencji. Słusznie przypominano, że uchwały SN służą interpretowaniu prawa, a nie wchodzeniu w buty ustawodawcy.
Tymczasem w czwartek, kiedy w uchwale podjętej przez Zgromadzenie Ogólne, SN wyciąga w podzięce ręce do prezydenta, w innej uchwale nogami mości się wygodnie w ustawodawczych butach. Chodzi o uchwałę w składzie siedmiu sędziów dotyczącej VAT od opłat komorniczych. Ustawodawca – określając wysokość stawek – nie wskazał, czy są one brutto czy netto. Nie zrobił tego, bo jak uchwalono ustawę o komornikach sądowych, dla wszystkich było jasne, że komornik nie jest podatnikiem VAT. Później jednak, kiedy minister finansów uznał (interpretując podatkowe przepisy), że komornik podatnikiem VAT jednak jest, zrobił się problem. Nie wiadomo było, czy wobec tego komornik ma ten VAT doliczać do opłat, czy też odprowadzić podatek od opłaty już pobranej. Innymi słowy szło o to, kto ma tę daninę zapłacić: komornik czy dłużnik. Rozwiązanie tego problemu spadło na SN.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.