Nawet jeśli poparcie rządzącej partii dla prof. Marcina Wiącka na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich było elementem politycznego dealu, w ramach którego PiS-owi udało się obsadzić fotel prezesa IPN swoim człowiekiem, nie zmienia to faktu, że nowy ombudsman dostał ogromny kredyt zaufania. Może go spożytkować z korzyścią dla obywateli.
W przeciwieństwie do prof. Adama Bodnara, któremu od początku przyklejono łatkę „tęczowego rzecznika” czy „lewicowca”, której nie udało mu się do końca zedrzeć, prof. Wiącek pozycję startową ma wymarzoną. Przede wszystkim dlatego, że w świadomości opinii publicznej praktycznie nie istniał. Choć w kręgach akademickich, zwłaszcza wśród prawników zajmujących się prawem konstytucyjnym i prawami człowieka, nie tylko nie jest osobą anonimową, ale mimo młodego wieku ma ugruntowaną wysoką pozycję. Tyle, że rzadko gościł na łamach prasy czy w telewizyjnych studiach.
Umiarkowany teoretyk
– To prawnik wielkiego formatu. Ma bardzo bogate doświadczenie naukowe i dydaktyczne. Prowadzi innowacyjne badania, które są istotnym wkładem w rozwój polskiej doktryny szeroko rozumianego prawa konstytucyjnego. Jego prace są mocno osadzone w teorii prawa, ale też, co jest ich cechą znamienną, w orzecznictwie Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego i sądów międzynarodowych – mówi dr hab. Jacek Zaleśny, również konstytucjonalista, jeden z niewielu, którzy zdecydowali się mówić pod nazwiskiem. Niektórzy tłumaczyli, że niezręcznie im recenzować w prasie kolegę, inni nawet jak anonimowo wypowiadają się w samych superlatywach, mieli obawy, że zostanie to w środowisku odebrane jako przypochlebianie się.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.