Spędziłam tydzień urlopu na Lubelszczyźnie i Podlasiu, podróżowałam na rowerze wzdłuż naszej wschodniej granicy – pisze pani Leokadia. – Wyjazd byłby udany, gdyby nie to, co przeżyłam, gdy dostałam fakturę za telefon komórkowy. Próbowałam interweniować, ale okazało się, że prawie cały czas korzystałam jak nie z ukraińskiej, to z białoruskiej sieci komórkowej. Za minutę połączenia (przychodzącego i wychodzącego) policzono mi ponad 6 zł, za SMS prawie 2 zł, a za transmisję danych – aż 4 zł za 100 kB! Nawet nie próbowałam ograniczać używania telefonu, bo nie miałam pojęcia, że korzystam z obcej sieci. Przecież nie przekraczałam granicy – dziwi się czytelniczka.
Zjawisko, o którym pisze pani Leokadia, jest nazywane roamingiem przygranicznym. Problem polega na tym, że choć jesteśmy przekonani, iż korzystamy z usług polskiego operatora, nasz telefon może się zalogować do sieci operatora zagranicznego, gdyż jego stacja bazowa emituje silniejszy sygnał. Operatorzy starają się zapobiegać temu, ograniczając moc przygranicznych nadajników, ale nie ma technicznych możliwości zatrzymania sygnału w granicach.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.