Autopromocja

Będą podwyżki dla pracowników medycznych. Minister rozszerza grupę uprawnionych

Lekarz, zdrowie, szpital
Przedstawiciele pracowników chwalą projekt, ale liczą na więcej pieniędzy. Choć wiedzą, że minister zdrowia ma związane ręce.ShutterStock
29 września 2016

Pensje najgorzej zarabiających pracowników medycznych mają rosnąć już od połowy przyszłego roku, czyli o rok wcześniej, niż oferował jeszcze niedawno resort zdrowia.

2677532-place-w-sluzbie-zdrowia-propozycje.jpg
Płace w służbie zdrowia - propozycję rządu i oczekiwania medyków

Przez pięć lat placówki medyczne będą musiały stopniowo dostosowywać płace swoich pracowników do ustawowego minimum. Wczoraj projekt w tym zakresie przedstawił partnerom społecznym minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. To już kolejne podejście do uregulowania wynagrodzeń w ochronie zdrowia.

Roczne przyspieszenie

Zgodnie z projektem ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych różnica między wynagrodzeniami poszczególnych pracowników a docelowym ustawowym minimum zacznie być niwelowana już od połowy 2017 r., a nie od lipca 2018 r., jak jeszcze niedawno proponował resort zdrowia. Przy czym w pierwszej turze podwyżek wynagrodzenia pracowników medycznych muszą wzrosnąć co najmniej o 10 proc. kwoty stanowiącej różnicę pomiędzy pensją minimalną dla danej kategorii specjalistów a otrzymywaną. Dopiero w kolejnych latach stawka ta będzie musiała być podwyższana nie mniej niż o 20 proc. (patrz infografika).

Rząd zadbał też o płace rejestratorek, techników i innych pozamedycznych pracowników szpitali, poradni czy laboratoriów. Niestety, w odróżnieniu np. od lekarzy czy farmaceutów, nie uwzględniono ich w tabeli zawartej w ustawie. Jednak – jak podkreśla minister Radziwiłł – zarobki tej grupy mają być co roku elementem porozumień, jakie placówki ochrony zdrowia będą musiały zawrzeć z przedstawicielami załogi w zakresie wdrażania minimalnych wynagrodzeń.

Poza placówkami zdrowotnymi ustawa obejmie także zatrudnionych w inspekcji sanitarnej biorących bezpośredni udział m.in. w sprawowaniu nadzoru i działalności przeciwepidemicznej.

Co ciekawe, choć grupą najgłośniej walczącą o podwyżki są lekarze rezydenci, przedstawiony projekt ich nie obejmie. Minister obiecuje jednak, że ustalając wysokość ich wynagrodzenia w rozporządzeniu, będzie brać pod uwagę ustawowe minimum dla medyków bez specjalizacji. Na nowej regulacji w ogóle nie zyskają zaś lekarze stażyści.

Gdyby płace minimalne dla wszystkich grup zawodowych weszły od razu w życie, koszt zmian wyniósłby 6,7 mld zł rocznie. Stopniowe wdrożenie ustawy sprawi, że placówki medyczne w ciągu pięciu lat będą musiały wydać w sumie 11,7 mld zł.

Związkowcy: za i przeciw

Przedstawiciele pracowników chwalą projekt, ale liczą na więcej pieniędzy. Choć wiedzą, że minister zdrowia ma związane ręce.

– To dobry kierunek. Na tę ustawę czekaliśmy od lat. Jednak z współczynnikami płac się nie zgadzamy – podkreśla Lucyna Dargiewicz, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Chciałaby też, by resort zajął się bardziej szczegółowym wartościowaniem stanowisk, m.in. uwzględniającym staż pracy.

Co ważne, ministerstwo wpisało w projekt, że podwyżki przyznane pielęgniarkom przez poprzedni rząd (1600 zł w cztery lata) będą uwzględniane we wzroście płac tej grupy zawodowej. Dzięki temu uprawnienia z dwóch ustaw nie będą się dublowały.

Także Maria Ochman, szefowa zdrowotnej sekcji Solidarności, chwali projekt. – Pomoże najniżej uposażonym pracownikom służby zdrowia i to jest bezdyskusyjne – stwierdza Ochman. Ale chciałaby, by stawki były wyższe. – Być może w konsultacjach uda się jeszcze znaleźć dodatkowe środki – wyjaśnia. Liczy też, że placówki kandydujące do sieci szpitali, jaką rząd chce stworzyć, będą musiały spełniać dodatkowe warunki w zakresie płac i norm zatrudnienia, np. liczby pielęgniarek na oddział.

Z kolei lekarze mają gotowy obywatelski projekt ustawy w sprawie warunków zatrudnienia w ochronie zdrowia dla różnych zawodów medycznych. Jest on znacznie hojniejszy, a na dodatek chcą wdrożenia płac minimalnych w zaledwie trzy lata. Rezydenci już szykują się do zbierania pod nim podpisów. Zgodnie z obywatelskim projektem np. lekarz ze specjalizacją zarabiać ma dwie średnie krajowe, a według rządowego I stopień specjalizacji uprawniać będzie do 1,17 przeciętnego wynagrodzenia.

Pytany o te różnice Konstanty Radziwiłł przyznał, że sam jako minister ma około trzech średnich krajowych, a jego zastępcy koło dwóch.

– Zagwarantowanie na tym poziomie minimalnych wynagrodzeń wszystkim lekarzom to oryginalny pomysł. Lekarze powinni zarabiać godnie, ale musimy zachować umiar – stwierdza minister.

Dla pielęgniarek różnice między obydwoma projektami są jeszcze większe. Te z najniższym wykształceniem w rządowej propozycji zarabiać mają minimum 0,64 proc. średniej, a w obywatelskim prawie 2,5 razy tyle. – Rozumiem, że aspiracje są bardzo wysokie i w Europie Zachodniej zarobki są znacznie wyższe, ale żyjemy tu i teraz, w Polsce. Mamy ograniczony budżet, który musimy sprawiedliwie dzielić – podkreśla Radziwiłł.

Kasy brak

Finansowanie podwyżek nawet w zaproponowanej przez ministra wysokości może być trudne. Pieniądze na nie mają wyłożyć placówki medyczne. Teoretycznie z wyższych kontraktów od Narodowego Funduszu Zdrowia. Ten jednak i tak z trudem sobie radzi z wypłacaniem środków na podwyżki dla samych pielęgniarek, jakie dał im poprzedni rząd. Cała nadzieja w tym, że przyszłoroczny wzrost płacy minimalnej i emerytur wygeneruje wyższe wpływy do NFZ. Bo na budżet państwa Radziwiłł liczyć nie może, mimo, że w kwestię płac w zdrowiu zaangażowała się ostatnio premier Beata Szydło. Dodatkowe nakłady planowane są nie wcześniej niż w 2018 r.

– Bez tego dyrektorzy szpitali nie będą mieli z czego zapłacić wyższych płac w przyszłym roku. Dlatego nalegamy na spotkanie z premier – wyjaśnia Jarosław Biliński, wiceszef Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Widzą to też pracodawcy.

– Minister jest w podbramkowej sytuacji. Mamy poczucie, że nie ma wsparcia w rządzie i szans na dodatkowe pieniądze, które są niezbędne – mówi Dobrawa Biadun, ekspertka Lewiatana.

Bez nich podwyżki spadną na placówki zdrowotne, a te już teraz często są zadłużone. Chyba że NFZ da im więcej pieniędzy, kosztem liczby kupowanych dla pacjentów świadczeń.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.