Autopromocja

Opóźnienie ustawy transgranicznej to straty dla polskich szpitali - chodzi nawet o miliard złotych

Szpital
Problem z finansowaniem zostanie rozwiązany. ShutterStock
8 września 2014

Są już pieniądze na utworzenie centrum informacji dla zagranicznych pacjentów, ale nie ma podstawy prawnej do jego uruchomienia.

W prawie wszystkich krajach UE działają już krajowe punkty kontaktowe (KPK) dla pacjentów, którzy chcą korzystać z leczenia transgranicznego – wynika ze strony internetowej Dyrekcji Generalnej ds. Zdrowia i Konsumentów. W Polsce tę funkcję pełni jednoosobowo pracownik NFZ, z którym można się skontaktować tylko e-mailowo.

Utworzenie co najmniej jednego takiego centrum informacyjnego dla pacjentów z zagranicy przewiduje dyrektywa transgraniczna. Pacjenci powinni uzyskać w nim informację m.in. o ofercie publicznych i prywatnych placówek medycznych, prawach pacjenta i standardach jakości obowiązujących w danym kraju. Dyrektywa obowiązuje od 25 października 2013 r., wtedy też powinien powstać polski KPK.

Ministerstwo Zdrowia zdecydowało już w 2013 r., że zostanie on utworzony w centrali NFZ. Fundusz twierdzi jednak, że bez polskiej ustawy transgranicznej, która jest procedowana w parlamencie, nie może uwzględnić wydatków na tworzenie i funkcjonowanie KPK w swoim planie finansowym.

Jak ustalił DGP, problem z finansowaniem zostanie rozwiązany. Minister znalazł pieniądze w Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki. Została już podpisana umowa między resortem zdrowia a NFZ na sfinansowanie projektu – Wzrost jakości zarządzania w systemie ochrony zdrowia poprzez wsparcie Krajowego Punktu Kontaktowego do spraw Transgranicznej Opieki Zdrowotnej. Fundusz dostanie na ten cel 1,377 mln zł.

Problem w tym, że NFZ z uruchomieniem KPK i tak musi poczekać na ustawę transgraniczną. Ta 29 sierpnia została przyjęta przez Sejm, a wejdzie w życie prawdopodobnie za kilka tygodni. – Prace nad tworzeniem KPK są już zaawansowane, ale wciąż nie ma podstawy prawnej, żeby taki punkt funkcjonował – usłyszeliśmy w centrali NFZ.

Eksperci podkreślają, że każdy miesiąc opóźnienia oznacza wymierne straty dla polskich świadczeniodawców, bo pacjenci z UE nie mogą się zapoznać z ich ofertą. Według szacunków dzięki dyrektywie transgranicznej przychody polskich szpitali i przychodni mogłyby wzrosnąć nawet o miliard złotych, gdyby ich usługi zostały skutecznie wypromowane.

– Dopóki nie ma polskiego punktu, nie korzystamy z dobrodziejstw dyrektywy transgranicznej i z naszego największego atutu, jakim są niskie ceny usług medycznych w naszym kraju – podkreśla Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Tłumaczy, że np. Brytyjczyk, który skorzysta z leczenia w Polsce, na Wyspach otrzyma zwrot kosztów leczenia w pełnej wysokości, bo tam są one wyższe niż w Polsce. Zgodnie z dyrektywą w całej UE obowiązuje bowiem zasada, że krajowy ubezpieczyciel pacjenta rozlicza się z nim według lokalnych stawek (oznacza to, że np. Polak leczący się w Wielkiej Brytanii musiałby do kuracji dopłacać).

Etap legislacyjny

Czeka na rozpatrzenie przez Senat

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.