Kiedy obecny rząd w 2018 r. zdecydował się wprowadzić przynajmniej częściowo budżetowe finansowanie ochrony zdrowia (do tej pory mieliśmy na leczenie tyle, ile uzbieraliśmy, od teraz miał dokładać budżet), uważałam, że to odważny krok, na który nie zdecydowali się poprzednicy. A kiedy słyszałam, żebym nie była naiwna, bo gdy tylko zaczną się kłopoty budżetowe, to z tych 6 czy 7 proc. PKB gwarantowanych na zdrowie i tak niewiele zostanie – znowu broniłam systemu.
Muszę zacząć od wyznania: wierzę w państwo jako instytucję. Zawsze uważałam, że powinno się stawiać na publiczną edukację, gromadziłam argumenty do rozmów ze sceptykami (a takich w moim otoczeniu nie brakuje): publiczne szkoły mają lepsze boiska, są bliżej domu, z zaangażowanymi nauczycielami, uczą życia społecznego. Wierzę też w publiczny system ochrony zdrowia: przeprowadziłam niezliczone rozmowy o tym, że nie należy stawiać na nim kreski. Dentysta? Spróbuj na NFZ. Naprawdę się opłaca. Specjaliści? Warto podzwonić, na pewno gdzieś jest lepszy termin. Badania diagnostyczne? Można zrobić bezpłatnie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
!["Ludzie uciekali jak fala tsunami". Dramatyczna relacja świadka strzelaniny w Krakowie [ROZMOWA]](https://infor-web-static.incdn.pl/dgpstatic/upload/b3dza2ltLXJ5bmt1LTM5MzExMTM0LmpwZyIsInciOjE0MDB9-c15a75d7.webp)