Dziś to gmina decyduje o lokalizacji turbiny wiatrowej. PiS chce zakazać ich budowy bliżej niż 3 km od budynków. Wprowadzenia ogólnokrajowego prawa domaga się też rzecznik praw obywatelskich.
Wiatraki rosną w Polsce jak grzyby po deszczu – ubiegły rok był pod tym względem wyjątkowo dobry. Jednak im więcej takich inwestycji, tym więcej protestów środowisk lokalnych i sporów. Jutro Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie wyda wyrok w sprawie skargi trzech firm budujących farmy wiatrowe: Korsz Wind Farm, Long Wind Polska oraz Gamesa Energia na uchwałę sejmiku województwa warmińsko-mazurskiego z maja 2015 r. Zgodnie z zapisami wojewódzkiego planu zagospodarowania przestrzennego wiatraki nie mogłyby powstawać bliżej niż 2 km od zabudowy mieszkaniowej (istniejącej i wyznaczonej w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego).
To dla branży znaczne ograniczenie – Polska jest krajem nieźle zurbanizowanym, a jeśli dodać do tego tereny chronione (np. Natura 2000), możliwości lokalizacyjne gwałtownie się kurczą. Skarżący zwracali również uwagę, że określanie planu zagospodarowania przestrzennego dotyczącego inwestycji z branży energetyki wiatrowej należy do kompetencji gmin, a nie sejmiku, w związku z tym – jak podkreślali – samorząd wojewódzki wszedł w kompetencje lokalnych samorządów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.