Dziennik Gazeta Prawana logo

Szczyt UE, czyli Niemcy kontra Francja. Kto zwycięży?

27 czerwca 2012

Szczyt UE zajmie się naprawą eurolandu na podstawie rewolucyjnych pomysłów Van Rompuya. Różnice zdań, zwłaszcza między Paryżem a Berlinem, są jednak ogromne. Największe szanse na postęp ma reforma systemu bankowego, gdzie są pytania o udział państw spoza euro.

Czwartkowo-piątkowy szczyt przywódców 27 państw UE to kolejne już, 19. spotkanie poświęcone kryzysowi eurolandu. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich szczytów, przywódcy nie będą decydować tylko o pilnych krokach, by uspokoić rynki finansowe w Hiszpanii czy we Włoszech (zajmie się tym osobny szczyt strefy euro w piątek), ale mają debatować nad głęboką naprawą unii monetarnej. Kryzys ujawnił bowiem, że przy jej tworzeniu kilkanaście lat temu zabrakło decyzji o zacieśnianiu polityk budżetowych. Już nie tylko federaliści europejscy, ale większość obserwatorów mówi, że bez postępu w integracji gospodarczej eurolandu, wspólna moneta nie przetrwa.

"Ten kryzys jest największym zagrożeniem, z jakim musimy się zmierzyć od początku budowy europejskiego projektu 60 lat temu. Wobec tego faktu nie możemy pozostać bierni, trzeba zrobić wielki krok naprzód"- powiedział we wtorek przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso.

Herman Van Rompuy proponuje rewolucję

Podstawą ma być raport tzw. czwórki, czyli przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, napisany we współpracy z szefem KE, szefem eurogrupy i prezesem Europejskiego Banku Centralnego. Ich "wizja przyszłej Unii walutowej i gospodarczej" zawiera zmiany, które jeden z dyplomatów określił jako "więcej niż rewolucyjne". Te pomysły były już wskazywane przez różne think tanki, ekspertów i pojedynczych polityków. "Ale po raz pierwszy znalazły się zebrane razem w jednym, oficjalnym dokumencie sygnowanym przez przewodniczącego Rady Europejskiej" - zauważył.

Propozycje to: najpilniejsza (i niewymagająca zmiany traktatu) unia bankowa, czyli reforma europejskiego systemu bankowego otwarta dla 27 państw; zdecydowane wzmocnienie kontroli nad budżetami narodowymi państw euro (jak chcą Niemcy), z czym wiązałoby się przekazanie narodowych kompetencji na poziom eurolandu a nawet utworzenie europejskiego "resortu finansowego" który decydowałby, czy kraj może się zadłużyć ponad uzgodniony limit; wzmocnienie koordynacji polityk budżetowych, np. w takich dziedzinach jak podatki.

Francja ma pomysł na uwspólnotowieniu długu

Raport mówi też o ograniczonym uwspólnotowieniu długu w średniej perspektywie (jak chce Francja) np. w formie funduszu oddłużeniowego obejmującego długi powyżej 60 proc. PKB. Van Rompuy zastrzega jednak, że powinien to być etap na drodze do unii fiskalnej, poprzedzony zapewnieniem ścisłej koordynacji budżetowej w strefie euro.

W liście do przywódców Van Rompuy zastrzegł, że nie oczekuje zakończenia prac nad wzmocnienia eurolandu podczas szczytu. Chce za to, by podjęto decyzję w sprawie ich kontynuowania. Uprzedził, że realizacja niektórych elementów może wymagać zmian w traktatach UE.

Pierwsze reakcje dyplomatów i ministrów wskazują, że przywódcy nie zdecydują się na radykalne zacieśnienie i pogłębienie integracji. Dla wielu państw propozycje idą za daleko. "Kto zrezygnuje z kompetencji parlamentów do ostatniego słowa w sprawie budżetu?" - pytał jeden dyplomatów.

Główne podziały na linii Niemcy-Francja

Podziały są przede wszystkim na linii Paryż-Berlin. Bez czegoś, co nazywa "solidarnością finansową", Paryż nie zgadza się na unię polityczną, czyli oddanie kompetencji budżetowych Brukseli, czego jako warunek wstępny rozpoczęcia dyskusji o wspólnym długu domaga się Berlin. Kanclerz Angela Merkel miała oświadczyć we wtorek, że "póki żyje" nie będzie pełnego uwspólnotowienia długów.

Dlatego przed szczytem dyplomaci studzili oczekiwania. "Żaden pomysł, który jest w raporcie, nie zostanie w piątek na Radzie Europejskiej zaakceptowany" - mówił we wtorek minister ds. europejskich Piotr Serafin. Przyznał, że postępu można oczekiwać w pierwszym rzędzie w sprawie unii bankowej. Barroso zapowiedział, że KE przedstawi jesienią formalną propozycję w tej sprawie.

Najważniejsze: Naprawić system bankowy

Naprawa systemu bankowego - zgadzają się eksperci - jest najpilniejszą sprawą, bo wciąż nie naprawiono błędów, jakie obnażył kryzys finansowy z 2008 r., który potem przyspieszył kryzys zadłużenia państw. Celem tzw. unii bankowej jest uchronienie w przyszłości podatników przed kosztami działań nieodpowiedzialnych bankierów poprzez m.in. stworzenie funduszu ratunkowego, na który składałyby się same banki. Ale budowa unii bankowej, jak zaproponował Van Rompuy i jak chcą Niemcy, ma zacząć się od silnego wspólnego nadzoru bankowego przynajmniej nad największymi bankami (tę rolę miałby pełnić EBC). Kolejny element to wspólny system gwarancji depozytów dla obywateli - tu jednak nie ma na razie zgody Berlina.

Czy znajdzie się miejsce dla Polski

Główny problem do rozstrzygnięcia to udział państw spoza euro. Van Rompuy i Barroso chcą, by unia bankowa obejmowała wszystkich 27 członków UE, zważywszy na potrzebę zachowania jedności wewnętrznego rynku usług finansowych. Kraje spoza euro mają mieć prawo do odstępstw w niektórych obszarach.

Polska - zapowiadał minister Jacek Rostowski - nie będzie się sprzeciwiać tworzeniu unii bankowej eurolandu, ale o ewentualnym przystąpieniu zdecyduje później. "Decyzję podejmiemy, gdy będziemy wiedzieli, jak to będzie wyglądało i czy jest to korzystne z punktu widzenia Polski i polskiego systemu bankowego, który przecież jest jednym z najsilniejszych w Europie" - powiedział w poniedziałek.

Wielka Brytania, jak pisała prasa brytyjska, wyklucza na razie udział w jakimkolwiek elemencie unii bankowej. Węgry zastrzegają, że "musi to być tak zrobione, by nie podważać integralności rynku wewnętrznego".

Oficjalnym tematem szczytu jest też wieloletni budżet UE na lata 2014-20. Ale nie należy spodziewać się pogłębionej dyskusji, a już na pewno uzgodnień co do liczb. Projekt wniosków końcowych ze szczytu jest w tej sprawie bardzo oszczędny. Wzywa kolejna prezydencję, Cypr, oraz Van Rompuya do współpracy "w celu osiągnięcia porozumienia wśród krajów członkowskich przed końcem 2012 roku".

Na szczycie w ramach wniosków zostanie przyjęty też - jak chciał nowy prezydent Francji Francois Hollande - aneks pt. "Pakt na rzecz wzrostu i zatrudnienia", w którym jest mowa z jednej strony o inwestycjach prowzrostowych, a z drugiej - o reformach strukturalnych. Po szczycie Rzymie w ubiegłym tygodniu liderów czterech największych państw euro: Niemiec, Francji, Hiszpanii i Włoch, gdzie ogłoszono, że na wzrost przeznaczonych zostanie ok. 120 mld euro (głównie wliczono w to stare ale wciąż niewydane środki z obecnego budżetu UE), sprawa nie budzi już wielu kontrowersji.

W piątek szczyt będzie kontynuowany w formule obiadu już tylko w gronie 17 liderów państw eurolandu. Spodziewane są dyskusje na temat państw, które dotknął kryzys zadłużenia. Cypr jest już piątym, po Grecji, Irlandii, Portugalii i Hiszpanii krajem, który musiał prosić euroland o pomoc finansową. Następne mogą być Włochy. Dlatego premier Mario Monti dramatycznie apelował o takie działania, jak wykup włoskich obligacji przez fundusz ratunkowy eurolandu EFSF, by obniżyć koszty obsługi włoskiego długu. Jeśli będzie to konieczne, mówił we wtorek we włoskim parlamencie - gotów jest przedłużać szczyt do niedzielnego wieczoru, by przed poniedziałkowym otwarciem rynków doszło do porozumienia.


Źródło: PAP
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane