Solska: Niech kurs naszej waluty ustalą reformy, a nie politycy

Joanna Solska
Joanna Solska, publicystka ekonomiczna, tygodnik „Polityka”DGP
3 listopada 2011

Coraz więcej Polaków wyraża zadowolenie z tego, że nie znajdujemy się w strefie euro. Gdybyśmy teraz mieli decydować o ewentualnym przyjęciu wspólnej waluty w referendum, zapewne pozostalibyśmy przy złotówce.

Problem w tym, że własna waluta wcale nie chroni nas przed perturbacjami. Im większe kłopoty przeżywa strefa euro, tym trudniejszy do przewidzenia jest kurs złotego. Kiedy kłopoty ma dolar, złotówka także traci na wartości. Brak stabilności zabójczy jest zarówno dla importerów, jak i eksporterów, uniemożliwia bowiem jakiekolwiek planowanie. Domowym budżetom także nie robi dobrze. W dobrze pojętym polskim interesie jest więc przyjęcie waluty mocniejszej, ale oczywiście dopiero wtedy, gdy upora się ona z obecnymi problemami. Dziś trudno przyjmować nawet zakłady, czy euro przetrwa.

Tym dziwniejsza wydaje się dyskusja, którą rozpoczęło kilku polityków SLD. Marek Siwiec stwierdził, że teraz właśnie jest najlepszy czas, by wytargować od Unii dobry kurs, po którym przyjmiemy euro, a Leszek Miller nawet ogłosił jego wysokość. Dobry kurs to jego zdaniem 4,5 zł za euro. Obawiam się, że gdyby tak miało być, to i tak topniejące grono zwolenników wspólnej waluty zmniejszy się jeszcze bardziej. Warto mieć bowiem świadomość, że określenie „dobry kurs” nic nie znaczy, dopóki nie sprecyzujemy, dla kogo ma on być dobry.

Pozostało 70% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.