W zmaganiach rządu z rzeczywistością coraz bardziej widać, że rzeczywistość zaczyna brać górę – mawiała była minister finansów w rządzie PiS Zyta Gilowska, krytykując swoich poprzedników. To powiedzenie zaczyna zyskiwać na aktualności.
Z głównych obietnic wyborczych składanych przez PiS już trzecia nie wytrzymała zderzenia z budżetowymi możliwościami – obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Beata Szydło i Andrzej Duda zapewniali, że nie będzie z tym żadnego problemu. Nie zważając na krytykę ekonomistów – że nas nie stać, bo będzie to kosztować budżet ok. 10 mld zł rocznie – parlament przegłosował stosowną ustawę. Wcześniej na emeryturę można będzie przechodzić już od października. Rządzący, nie czekając do jesieni, zaczęli szukać sposobu ograniczenia kosztów swojej rozrzutności. Planują wypłacać gotówkę każdemu, kto po osiągnięciu wieku emerytalnego zechce jednak pracować dłużej. Jeśli zostanie na rynku pracy dodatkowe dwa lata, ma dostać 10 tys. zł, za trzy lata można liczyć na 15 tys., za 4 lata – 20 tys. Jeśli zachęci to co dziesiątą osobę do dłuższej pracy – czytaj płacenia podatków, odprowadzania składek i niepobierania emerytury – rząd „zaoszczędzi” 2 mld zł rocznie. O tyle mniej wyda na spełnienie swojej obietnicy i choć częściowo rozwiąże problem, który sam sobie stworzył.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.