Sadurski: Iluzjonista nie może paść ofiarą własnej iluzji

14 marca 2017

W zmaganiach rządu z rzeczywistością coraz bardziej widać, że rzeczywistość zaczyna brać górę – mawiała była minister finansów w rządzie PiS Zyta Gilowska, krytykując swoich poprzedników. To powiedzenie zaczyna zyskiwać na aktualności.

Z głównych obietnic wyborczych składanych przez PiS już trzecia nie wytrzymała zderzenia z budżetowymi możliwościami – obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Beata Szydło i Andrzej Duda zapewniali, że nie będzie z tym żadnego problemu. Nie zważając na krytykę ekonomistów – że nas nie stać, bo będzie to kosztować budżet ok. 10 mld zł rocznie – parlament przegłosował stosowną ustawę. Wcześniej na emeryturę można będzie przechodzić już od października. Rządzący, nie czekając do jesieni, zaczęli szukać sposobu ograniczenia kosztów swojej rozrzutności. Planują wypłacać gotówkę każdemu, kto po osiągnięciu wieku emerytalnego zechce jednak pracować dłużej. Jeśli zostanie na rynku pracy dodatkowe dwa lata, ma dostać 10 tys. zł, za trzy lata można liczyć na 15 tys., za 4 lata – 20 tys. Jeśli zachęci to co dziesiątą osobę do dłuższej pracy – czytaj płacenia podatków, odprowadzania składek i niepobierania emerytury – rząd „zaoszczędzi” 2 mld zł rocznie. O tyle mniej wyda na spełnienie swojej obietnicy i choć częściowo rozwiąże problem, który sam sobie stworzył.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.