Autopromocja

Wielkie sportowe imprezy już od lat są na spalonej pozycji

brazylia, football, stadion
Wniosek wydaje się prosty: by do imprez nie dokładać, w danym kraju powinna być gotowa infrastruktura. ShutterStock
9 czerwca 2016

Do dużych wydarzeń organizatorzy zazwyczaj dokładają, ale zwykle jest też ktoś, kto na nich zarabia.

50–60 mld dol., czyli mniej więcej połowę planowanych na 2016 r. dochodów polskiego budżetu – tyle według agencji Bloomberg kosztowały przygotowania do zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi w 2014 r. Oczywiście oprócz infrastruktury typowo sportowej wybudowano chociażby drogi, a olbrzymi koszt tej imprezy (radykalnie wyższy niż kiedykolwiek wcześniej) jest zaburzony przez specyficzny model rosyjskiej gospodarki – czyli to, że duże kontrakty trafiają do przedsiębiorstw oligarchów związanych z panującym reżimem. W każdym razie zapłacił podatnik.

Rozpoczynające się za kilka tygodni igrzyska w Rio mają kosztować ok. 15 mld dol. Nie brakowało takich, którym ten sposób wydawania publicznych pieniędzy się nie podoba. Brazylijczycy masowo protestowali i przeciw organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej w 2014 r., i przeciw igrzyskom. Nie brakowało głosów, że lepiej wydawać pieniądze na transport publiczny czy opiekę zdrowotną niż inwestycje w gigantyczne areny sportowe, z których większość podatników i tak potem nie będzie korzystać.

Warto dodać, że również kraje, w których kultura finansowa jest nieco inna, jak choćby Kanada, na organizacji igrzysk nie zarobiły. Montreal swój dług zaciągnięty na organizację takiej imprezy spłacał przez 30 lat. Z kolei Vancouver w 2010 r. na budowie apartamentowców, które stały się wioską olimpijską, stracił ok. 200 mln dol. Koszty zabezpieczenia wyniosły 900, a nie 200 mln dol., jak wcześniej planowano. Zapłacił rząd.

Wielu Greków sądzi, że do kryzysu finansowego w tym kraju walnie przyczyniło się zorganizowanie igrzysk w 2004 r. w Atenach. Dokładnych kosztów nikt nie zna – krążą różne wersje, ale było to 10–15 mld dol. Problem w tym, że dziś wiele obiektów sportowych wybudowanych specjalnie na to wydarzenie dosłownie się rozpada.

Efekty takich imprez zawsze trudno ocenić – zarówno rządzącym, jak i Komitetowi Olimpijskiemu zależy, by przedstawić je jako sukces, więc metodologie raportów bywają kontrowersyjne. Po igrzyskach w Londynie w 2012 r. pewnym efektem jest to, że... więcej Brytyjczyków zaczęło uprawiać jakiś sport.

– Za organizację dużych imprez sportowych płacą rzecz jasna organizatorzy. Od tego, jak duża jest impreza i jak bardzo rozwinięta jest infrastruktura kraju, który ją organizuje, zależy, ile można na takiej imprezie zarobić – mówi Marcin Opiłowski, dyrektor odpowiedzialny za kontakty z branżą sportową w EY Polska. – Na pewno trudna sytuacja jest wtedy, gdy kraj organizacyjnie jest nieprzygotowany do turnieju w momencie, gdy zapada decyzja o powierzeniu mu imprezy. Ćwiczyliśmy to jednak w Polsce i udało się – inwestycje publiczne w infrastrukturę dały impuls naszej gospodarce przed Euro 2012 – dodaje.

Trudno o jednoznaczne liczby. Według raportu Instytutu Turystyki opublikowanego w 2012 r. „łączne wpływy od cudzoziemców, którzy przyjechali do Polski w związku z Euro, wyniosły 1,038 mld zł”. Dla przypomnienia: tylko budowa Stadionu Narodowego kosztowała ponad 2 mld zł. I choć teraz obiekt zarabia już na siebie, to nie zmienia to tego, że finansowo nigdy się nie zwróci. Z myślą o Euro kończono także m.in. autostrady. Z tym, że te drogi i tak by powstały bez tej imprezy, bo głównym katalizatorem były środki unijne.

Mówi się, że turyści przyjeżdżają do miast organizatorów w kolejnych latach. Było tak w Barcelonie, która w ciągu kilku lat po organizacji igrzysk w 1992 r. przyciągnęła dwa razy więcej turystów. To było związane z gruntowną przebudową miasta i m.in. stworzeniem pięknych plaż. Ale trudno wnioskować, że takim magnesem dla turystów stała się nagle Polska. Bo choć liczba turystów tu przybywających i nocujących w hotelach czy pensjonatach rośnie z roku na rok (o 200–300 tys.), to według danych z GUS ten trend jest dosyć stały i trwa co najmniej od 2010 r.

Zazwyczaj do imprez dokładają ich organizatorzy. Zwykle zarabiają firmy budowlane, czasem branża turystyczna, ale zawsze... wielkie związki sportowe, które takie wydarzenia organizują. Czytając dokument o przewrotnym tytule „Social Responsibility Report UEFA”, dowiemy się, że zysk netto UEFA z polsko-ukraińskiej imprezy wyniósł prawie... 700 mln dol. Był podobny jak z dwóch poprzednich tego typu imprez. Przychody były na poziomie ok. 1,5 mld dol., z czego około miliard zapłaciły media za prawa do transmisji, a ponad 300 mln pochodziło od sponsorów. Swój niewielki udział w sukcesie finansowym organizacji, ok. 150 mln dol., mieli również kibice. W tym raporcie Europejska Federacja Piłkarska chwali się, że na projekty zwalczające m.in. rasizm wydaje nieco ponad... 3 (słownie: trzy) mln dol. Podobne kokosy na imprezach sportowych, głównie za prawa do transmisji i sponsoring oraz licencje, robi Międzynarodowy Komitet Olimpijski.

Jeśli dobrze poszukać, można znaleźć przykłady imprez, na których organizacji zarabiają nie tylko działacze. – Weźmy na przykład Rugby World Cup 2015. Brytyjczycy przy naprawdę niewielkich nakładach inwestycyjnych osiągnęli gigantyczny organizacyjny, finansowy i marketingowy sukces. Według szacunków EY RWC dało gospodarce Wielkiej Brytanii prawie 1 mld funtów wartości dodanej. Dzięki turniejowi pracę, przynajmniej tymczasowo, miało ponad 40 tys. osób. Brytyjczycy wszystko mieli gotowe – stadiony, drogi, koleje, metro. Trzeba było tylko mądrze imprezę zaplanować. I to się udało, bo wszystkie stadiony były pełne – tłumaczy Marcin Opiłowski.

Wniosek wydaje się prosty: by do imprez nie dokładać, w danym kraju powinna być gotowa infrastruktura. Niestety, tak jest stosunkowo rzadko. Przykładów gigantycznych inwestycji w areny, które używane były tylko przez krótki czas, jest w historii imprez sportowych bez liku.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.