Grecki parlament ma dziś przyjąć pakiet kolejnych reform, od których uzależniona została pomoc z Unii Europejskiej i MFW. Wszystko wskazuje na to, że pakiet zostanie przyjęty, bo alternatywa wydaje się jeszcze gorsza.
Rynek finansowy zapewne odetchnie. Ale tylko chwilowo. Przecież diabeł i tak tkwi w implementacji, a mało kto chyba wierzy, że przyjmując kolejne pakiety reform, Grecja swój dług spłaci. Ten dług jest po prostu za duży jak na kraj, który się nie rozwija, a nawet jak zacznie, to wzrost będzie mizerny, niedający szansy na szybkie wypracowanie nadwyżki pierwotnej w budżecie.
Dwa tygodnie temu pisałem, że rośnie ryzyko rynkowego defaultu. W zeszłym tygodniu Fitch i S&P poinformowały, że jakiekolwiek dobrowolne rolowanie długu zostanie ocenione jako wymuszone i uznane za formalną niewypłacalność. W sumie słuszna ocena, co to za dobrowolność, do której inwestorzy są zmuszani. Zapewne politycy europejscy będą wymyślać różnego rodzaju konstrukcje, aby taki scenariusz się nie zmaterializował. Ale w dłuższym okresie nie da się rynku oszukać. Ryzyko niekontrolowanego defaultu w ostatnich tygodniach wzrosło, a nie zmalało. Może się wydawać, że przyznanie Grecji kolejnego pakietu pomocy problem na kolejnych kilka lat rozwiąże, ale przecież wiadomo, że Grecja przez całą dekadę albo i dwie nie będzie w stanie wyjść po finansowanie na rynek. Politycy europejscy chcą doczekać do 2013 roku, kiedy zacznie działać mechanizm umożliwiający restrukturyzację w ramach powołanego funduszu EFS, przewidujący udział prywatnych inwestorów. Rynek jednak nie ma zamiaru czekać aż do 2013 roku. Bo przecież jeśli nawet Grecja przegłosuje pakiet, a Unia i fundusz uchwalą kolejną pomoc, nie oznacza to wcale końca problemów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.