Spotlkanie Rostowskiego i Napieralskiego - złośliwy polityczny ping-pong

Podczas debaty padały ograne pytania, na które adwersarze polityczni udzielali równie oklepanych odpowiedzi
Podczas debaty padały ograne pytania, na które adwersarze polityczni udzielali równie oklepanych odpowiedzi Fot. Leszek Szymański/PAPDGP
29 września 2011

To miał być jeden z nielicznych pojedynków w tej kampanii poświęconych w całości gospodarce. W kontekście burzy, jaka przetacza się przez strefę euro, zapewne najważniejszemu tematowi, o którym powinni rozmawiać politycy. Przeważały słowne przepychanki, złośliwości i polityczny show.

Jak w całej kampanii ważniejsze niż merytoryczne argumenty okazały się sztuki i sztuczki. Zaczął lider SLD, który sam się zakiwał – najpierw zgodził się na spotkanie w Ministerstwie Finansów, potem zażądał spotkania w Sejmie. Wcześniej chciał, aby dziennikarzy nie było, ostatecznie nie miał śmiałości ich wyprosić.

Byliśmy więc w świetle kamer świadkami ping-ponga znanego już z sejmowych sal. Najpierw Grzegorz Napieralski starał się wykazać Rostowskiemu niekompetencję. Wracał do zamierzchłych czasów i pytał: dlaczego na początku 2009 roku rząd nie znowelizował budżetu, skoro było wiadomo, że trzeba będzie to zrobić. Ostatecznie nowelizację rząd przeprowadził po czerwcowych wyborach do Parlamentu UE. Podobnie zdaniem Napieralskiego było rok temu z VAT. Przed wyborami prezydenckimi nie było dyskusji o sytuacji finansów publicznych, a po wyborach okazało się, że musi wzrosnąć VAT. Na te pytania padały znane odpowiedzi: decyzja zapadła, gdy była pełna wiedza o finansach publicznych.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.