Twarde wskaźniki świadczą o niezłej kondycji polskiej gospodarki. Ekonomiści wciąż jednak powtarzają, że to ostatnie dobre wiadomości przed nieuchronnym załamaniem. I mają rację.
Dlaczego – skoro jest tak dobrze, jest tak źle? Dziś w „DGP” piszemy o rekordowych zyskach przedsiębiorstw, parę dni temu mieliśmy naprawdę niezłe dane o wzroście produkcji, jeszcze wcześniej o wzroście PKB, który naprawdę ujmy Polsce nie przynosi. A jednak przez komentatorów czy ekonomistów to wszystko jest traktowane jako ostatnie podrygi gospodarki przed... i tutaj zaczyna się problem. Na pewno przed czymś, co można określić jako hamowanie bądź spowolnienie. W jakiej skali, do jakiego poziomu, tutaj opinie są już bardzo różne. Tak czy inaczej każda dobra wiadomość jest traktowana jako wiadomość co najwyżej średnia. Wróćmy więc do pytania, dlaczego jest tak źle, mimo że jest tak dobrze.
Przede wszystkim dlatego, że na światowych rynkach emocje mieszają się z twardymi faktami. To oczywiście żadne odkrycie, jesteśmy jednak w momencie, kiedy ta mieszanka potrafi razić z siłą materiału wybuchowego. Dane ze światowych gospodarek są raczej kiepskie, ale już nastroje – jednoznacznie złe. Podbijają je jeszcze informacje o kryzysie zadłużeniowym i kryzysie strefy euro. A temu z kolei towarzyszy poczucie, że nikt nie ma dobrego pomysłu, co z tym zrobić – jak ocalić strefę euro, a może nie ocalić? Jak pobudzić gospodarkę USA, co desperacko próbuje zrobić Barack Obama i co niespecjalnie mu wychodzi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.